www.rockinberlin.pl


-???-

Spotkania

Ludzie i miejsca

Ksiądz Marek Kędzierski

Ksiądz Marek Kędzierski jest już oficjalnie proboszczem Parafii przy Bazylice Św. Jana Chrzciciela w Berlinie.

11.09.2011 podczas południowej niedzielnej mszy św. nominację tą otrzymał z rąk
ks. biskupa Wojciecha Polaka z Gniezna, opiekuna Polaków na emigracji. Po mszy św. ks. biskup pobłogosławił wiernych.

Wypięty akt na pokrywie fortepianu… i inne obrazy Edmunda Gunscha.



Minął rok 2010, a wraz nim obchody 200-lecia narodzin genialnego kompozytora i pianisty Fryderyka Chopina.
W połowie grudnia odwiedziłem znanego berlińskiego malarza
Edmunda Gunscha, którego pracownia znajduje się na najwyższej kondygnacji piętnastopiętrowego wysokościowca w dzielnicy Rudow. Celem mojej wizyty było zebranie materiału o kolejnym polonijnym malarzu do nowego wydania magazynu RockinBerlin/Brzmienia. Edmund wystawił swoje prace w Galerii Beletage (3 III - 2 IV.2011), gdzie zaprezentował dorobek 50. lat swojej pracy artystycznej.

Wysłuchałem historii o drodze artystycznej, podróżach i pobycie we Francji i na Sycylii, oraz obejrzałem obrazy z bogatej twórczości.
Pod koniec prezentacji Edmund pokazał mi obrazy namalowane w latach 80-tych.
Jeden z nich wyraźnie kontrastował z pozostałymi. Zaciekawił mnie, więc poprosiłem mistrza by wyjaśnił, w czym rzecz. Dlaczego ten obraz schowany jest tak głęboko?

Usłyszałem następującą historię:
"Gdy przyjechałem do Berlina jako emigrant i artysta-malarz, miałem, jak większość z nas, wiecznie problemy finansowe. Zjawiła się wtedy u mnie zamożna lekarka polskiego pochodzenia i zamówiła obraz, który miał przedstawiać Chopina przy fortepianie. Mówiła, że zawiśnie w jej rezydencji, gdzieś na obrzeżu Berlina. Namalowałem więc obraz, który wypełniłby dużą przestrzeń, ale zleceniodawczyni nie pojawiała się po jego odbiór. Minął miesiąc, kwartał, zacząłem przemalowywać swe dzieło… Zmieniały się pory roku, obraz zdążył już spatynować, gdy klientka pojawiła się ponownie. Zobaczyła obraz i chciała go natychmiast kupić.
Rzekłem jej wtedy:

"Obraz zostaje, a pani niech zabiera… tę cześć ciała , którą George Sand inspirowała Chopina".… I tak pozostał on u mnie".

M.S.

Galeria nowych prac Edmunda Gunscha

-???--???-Play-???-

Ślady Niemena w Berlinie


Czesław Niemen


we wspomnieniach ludzi,
z którymi spotykał się
podczas swoich pobytów w Berlinie.

* Ś.P.Wojtek Mróz - redaktor, dziennikarz

* Joe Kucera - muzyk, saksofon

* Ela Woźniewska - artysta, plastyk

...więcej

Iza Plucińska i jej Esterhazy

Shortcutz Berlin, to więcej niż filmowy festiwal, to cotygodniowy punkt kontaktowy dla nowych filmów krótkometrażowych. Shortcutz - jest wyjątkową europejską siecią, gdzie Berlin w lutym 2011 r. po Lizbonie , Porto i Londynie, jest czwartym przyłączonym miastem.

30.06.11 w Kultursalon Roderich przy Glogauer Straße 19 odbyła się 22 sesja Shortcutz, gdzie zaprezentowano animowany film Izy Plucińskiej - "Esterhazy" - o małym wiedeńskim króliczku, który w roku 1989 otrzymuje misję, znalezienia w okolicy muru berlińskiego dużej żony. Film pokazuje perypetie króliczka związane z wypełnieniem misji, na tle wydarzeń upadku muru i końca t.zw. ziemi niczyjej, między murami wschodniego i zachodniego Berlina.

Na zdjęciu: Iza Plucińska po projekcji, opowiadała o powstaniu tego filmu, do którego produkcji użyto plasteliny.

Treiler: http://youtu.be/VP3Ct3D0R58

-???-Play-???-

RockinBerlin w Klubie STORRADY

Nieopodal szczecińskiego czerwonego ratusza stoi drewniany zabytkowy obiekt, zwany domkiem grabarza. Tam swoją siedzibę znaleźli członkowie klubu STORRADY, którym zarządza pani Elżbieta Nowakowska-Kühl. To właśnie ona zaproponowała nam spotkanie, by zaprezentować klubowiczom, nasz nowy magazyn i... porozmawiać o Berlinie, w Szczecinie.
17. listopada przyjechaliśmy do tego malowniczego obiektu. Gospodarze przyjęli nas bardzo serdecznie, usadawiając przy okrągłym stole dla swobodnego przepływu informacji, moderatorem był młody redaktor Marcin Niewęgłowski (Główny specjalista ds. komunikacji społecznej, SZCZECIN 2016), któremu towarzyszyła Beata Zuzanna Borawska.
Znaleźliśmy się pod ostrzałem pytań, dotyczących naszych berlińskich poczynań, odpowiadaliśmy na wszystkie i myślę,
że usatysfakcjonowały one naszych szczecińskich gospodarzy, niektórzy mimo, młodego wieku mieli rozeznanie w rock'n'rolowej historii.
Przy klubowym okrągłym stole, gdzie pośród świec i szkła z herbatą, kawą i winem leżały nasze magazyny panowała polska sympatyczna atmosfera. Nasz niemiecki kolega Volker, którego udział w rozmowie był tłumaczony czuł się sie bardzo swojsko. Długo będziemy wspominać mile przyjecie w domku grabarza, a klubowiczów STORRADY zaliczamy do naszych przyjaciół.
Niniejszym serdecznie dziękujemy Pani Elżbiecie za gościnę i przyjęcie.

… Gdy późnym wieczorem opuszczaliśmy klub, pozostał tam jeden z dwóch, zamieszkałych kotów (drugi buszował gdzieś w terenie) - strażników domku grabarza.


RYCERZY TRZECH... w Berlinie

25.11.2010 przybyła do Berlina doborowa wrocławska jednostka kabaretowa, w składzie rycerzy trzech: Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba. Choć są już weteranami na kabaretowym froncie, nie spękali, mimo że publiczność była w porażającej przewadze, już od początku rozbroili ją śmiechem. Później razili słownymi jajami, że ta pokładała się ze śmiechu. Oczywiście zagrali na ludzkich uczuciach, piosenką starą jak świat - Do serca przytul psa, Przyznali też, że mają swoje niespełnione marzenie - należy do nich Kurna chata. Ale koniec końców są optymistami, bo jak śpiewali … Pero, pero - bilans musi wyjść na zero.
... Po rycersku pożegnali Berlińczyków, tchną
c w nich walecznego ducha, bojową pieśnią Elity - Hej szable w dłoń!

Hej szable w dłoń! Łuki w juki, a lupy wziąć w troki
Hajda na koń! Hajda na koń! Okażemy się godni epoki, ach epoki
Ruszamy w bój, aby Baśkę uwolnić od zbója
Tatarzyn zbój, okrutny zbój, nie zwycięży nas nigdy tralala

Elita: Jerzy Skoczylas, Leszek Niedzielski, Stanislaw Szelc


-???--???-Play-???-

WĘGIERSKIE SPOTKANIA

"Polak - węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki!
Lengyel - magyar ket jobarat egyutt issza soret s borat :) "

25.10.2010, Ambasada Wegier, Berlin
Po spotkaniu z byłym premierem Węgier Miklosem Nemethem, który wspominał swoją rolę w historycznych czasach sprzed 20 lat, zwiazanych ze zburzeniem muru berlińskiego, wręczyliśmy mu nasz magazyn z artykułem o grupie OMEGA . Powiedział, że Mecky'go zna osobiscie i chętnie przeczyta ten tekst.

28.10.2010, Collegium Hungaricum, Berlin.
Na konferencj
i prasowej, promującej nową płytę popularnego w Polsce węgierskiego zespołu OMEGA - Omega Rapsody, wokalista grupy János "Mecky" Kóbor - opowiedział nam o nagraniach ... i okładce płyty .
Na której widzimy "Mecky'ego" z Franciszkiem Lisztem - węgierski
m kompozytorem i pianistą epoki romantyzmu, którego w roku 2011 obchodzona będzie 200 rocznica urodzin.

KRZYŻ KAWALERSKI DLA ROBSA

Robert Szecówka, autor rysunków satyrycznych w naszym magazynie RockinBerlin.Pl-2010/2011, przysłał do nas tą wiadomość, że otrzymał krzyż kawalerski.
Gratulujemy i cieszymy się wraz z zaprzyjaźnionym z nami wrocławskim artystą, dziś Polonusem z Hamburga...

PS
Przy okazji... ROBS skorygował nieścisł
ość jaka zaistniała w naszym magazynie:
"Nie studiowalem grafiki, rysunku satyrycznego i architektury we wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, a na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej. Tam byli wspaniali profesorowie. Były to ocalale resztki inteligencji ze Lwowa, której nie zdyli zamordować hitlerowcy i Sowieci. Uczyli nas rysunku malarstwa, grafiki użytkowej, rzeźby, projektowania form przemysłowych i jak budować piękne domy o których marzenia, niestety, zniszczyła wkrotce wielka płyta".


-???--???-Play-???-
-???--???-Play-???-

DYRYGENT

Przedstawiamy popularnego berlińskiego dyrygenta i kompozytora Karola Borsuka, z którym spotykamy się niekiedy podczas polonijnych uroczystości. Kilka lat temu był dyrygentem chóru kościelnego, pamiętam wspaniały koncert, podczas którego wystąpili w polskim kościele na jego zaproszenie berlińscy artyści. Podczas naszego ostatniego spotkania w galerii Beletage poprosiłem go, by odpowiedział na kilka pytań, które przybliżyłyby jego sylwetkę naszym internetowym czytelnikom. Bo mimo, że jest postacią znaną, lubianą i popularną - warto, by więcej osób wiedziało o polskim dyrygencie i kompozytorze w Berlinie, a zapytałem go:

… o początki w Berlinie - Przyjechaliśmy z koncertami Chóru Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie z Lublina, którego byłem dyrygentem w 1980 roku (grudzień) na zaproszenie Collegium Musicum Berlińskich Uniwersytetów (Berlin Zachodni). Później kolejne zaproszenie na koncerty miedzy 6. a 13. grudnia 1981 roku do Berlina Zachodniego i wprowadzenie "stanu wojennego" w Polsce. Ja zostałem… z kilku studentami, ze świetną recenzją po ostatnim koncercie (13 grudnia) w "Berliner Morgenpost".

… o karierę - Trudno mi o czymś takim mówić. Mnie interesuje moja praca i moja pasja, którą jest muzyka. Pracuję jako Fachbereichsleiter w Szkole Muzycznej Reinickendorf. Przez wiele lat byłem wicedyrektorem tej szkoły. Nigdy nie interesowały mnie funkcje administracyjne (wielokrotnie mi proponowane), przede wszystkim cieszę się, iż mogę "robić" muzykę - w sensie przenośnym - jako dyrygent - i w sensie dosłownym, jako kompozytor. Myślę - a z perspektywy tych wszystkich lat, mam prawo tak sądzić, ze w Polsce nie miałbym szans dyrygowania dużymi koncertami (Konzerthaus, Philharmonia itd.), gdyż były one i są zastrzeżone tylko "dla wybrańców" - niestety. Ale zawsze pocieszam się stwierdzeniem mojego przyjaciela Prof. Italo Montiglio (Dyrektora kilku międzynarodowych festiwali we Włoszech), który w dłuższej rozmowie powiedział mi kiedyś, iż "nie każdy może być Karajanem - i dzięki Bogu". W chwili obecnej jestem bardzo zadowolony z tego co robię.

… o "Mszę Międzyzdrojską" - Ponieważ od lat związany jestem z Międzyzdrojami, gdzie mam wielu przyjaciół, do których zalicza się ksiądz proboszcz Dr. Marian Wittlieb, z którym często wiedziemy długie rozmowy. Zaowocowały one napisaniem "Requiem Międzyzdrojskiego" po tragicznej śmierci polskich olimpijczyków - Komara i Ślusarskiego, i wykonywanego rokrocznie podczas Mitingu Lekkoatletycznego w sierpniu "na żywo" lub odtwarzane z nagrania".
Kolejnym utworem jest "Petrus Credo", czyli Credo Piotrowe napisane jako samodzielny utwór (21 minut) na sopran-solo, chór żeński, fortepian (znajdujący się w kościele) i organy. Po dłuższym namyśle dopisałem: "Gloria" (prawykonane w Konzerthaus w Berlinie) oraz kolejne części Mszy Świętej. Następnie zwiększyłem obsadę o głos męski (tenor), tak więc cała msza ma wszystkie - stałe - części (Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus, Benedictus i Agnus Dei) i trwa około 60 minut.
Prawykonanie odbyło się 14 listopada w Międzyzdrojach i zostało nagrane przez telewizję. W Berlinie została ona wykonana w Bazylice Św. Jana na Kreuzbergu.

… o plany - Aktualnie piszę utwór na solistów, chór, orkiestrę i fortepian solo, którego przewodnim motywem jest - pytanie Św. Piotra opuszczającego (przed prześladowaniami) Rzym, skierowane do napotkanego Chrystusa -"Quo vadis Domine? (Dokąd idziesz Panie?" - na które otrzymuje odpowiedź "Venio Romam iterum crucifigi" ("Idę do Rzymu by mnie ponownie ukrzyżowano").
Utwór ten będzie dla mojego rodzinnego miasta, Łukowa na Podlasiu, gdzie 11 września zostanie on prawykonany na Festiwalu Henryka Sienkiewicza, jako że autor "Quo vadis", "Trylogii" itd. - urodził się w Woli Okrzejskiej na Ziemi Łukowskiej.
Zapraszam wszystkich, na ten festiwal w 105 rocznice przyznania Sienkiewiczowi - Nagrody Nobla.

16 kwietnia 2011 w Sali koncertowej zwanej Mendelssohn-Remize odbył się koncert pod muzycznym kierownictwem Karola Borsuka,. Wystąpiła młoda, uzdolniona pianistka z Koszalina, zdobywczyni wielu pierwszych nagród w konkursach pianistycznych - Aleksandra Bałdych, a pod dyrekcją gospodarza (kompozytora Mszy Międzyzdrojskiej i kantaty Quo Vadis) zaśpiewał berliński chór Lichterfelder Chorkreis.
W tym pięknym miejscu usłyszeliśmy świetnie wykonane utwory m.innymi:
Bacha, Beethovena, Chopina, Mendelssohna, Debussy'ego i na zakończenie "Szkice na fortepian" Karola Borsuka.
Natomiast muzyczną ucztą będzie 12 listopada w Bazylice Św. Jana prawykonanie kantaty Quo Vadis, na którą już teraz zapraszamy w imieniu kompozytora.


Hey Music, czyli Jürgen Jürgens i jego Popgeschichten.

Jürgen Jürgens- to dziś legenda berlińskiega radia, od 40 lat prowadzi program muzyczny Hey Music, szef redakcji muzycznej popularnego Radio Berlin, nadającego na fali 88,8.
Gdyby por
ównać go do polskich prezenterów, to takim odpowiednikiem byłby chyba Marek Niedźwiedzki.
Wiosn
ą 2010 odwiedziliśmy Jürgena w redakcji, gdzie przez godzinę opowiadał nam swoją historię zwiazaną z radiem, ponieważ chcemy przybliżyć jego postać naszym czytelnikom. W naszym magazynie "RockinBerlin - Brzmienia 2010/2011", znajduje się wywiad z Jürgenem - człowiekiem, którego życie jest jak program, który prowadzi - "Popgeschichten".
Poniżej kilka zdjęć ze spotkania i prezentacji zespołu BANK i jego płyty - Złoty Pył w Radio Berlin 88,8 w roku 2008.

Pozdrowienia z U.K.

Simona van Downham poznałem latem 2008 w Międzyzdrojach, gdzie występował z grupą UK Legends. Dzień przed ich koncertem wykonałem telefon do organizatora, który zgodził się bym przyszedł na próbę dźwiękową zespołu. Muzycy nie mieli nic przeciwko temu. Wyjaśnił, że wszyscy grali i śpiewali w składach Smokie lub The Animals. Spędziłem tam dwie godziny. Najbardziej rezolutnym i kontaktowym był Simon. Dał mi płytę "Hold on" własnego zespołu "Van Downham", mówiąc, że to jest zespół z którym gra na stałe.
Wymieniliśmy adresy mailowe. Później, co jakiś czas otrzymywałem od niego newsy.
Ostatnio przysłał wiadomość, ze kończy nagranie kolejnej płyty "The Darkness", a promocyjny singiel z tytułowym nagraniem został dobrze przyjęty w Stanach.
Jako, że czas koszmarnie drogich połączeń telefonicznych mamy za sobą, postanowiłem zatelefonować do niego (okolice Manchester), by dowiedzieć się o jego muzyczne plany.
Pamiętał doskonale nasze spotkanie w Międzyzdrojach, chętnie przystał na rozmowę.
Z UK Legends, odszedł wraz z perkusista Geoff'em Hammond'em przed 18 miesiącami,.
W swojej dwudziestoletniej karierze Simon grał już z tylu muzykami i w tylu zespołach (Wings , Smokie, Jethro Tull i inne), że doszedł do wniosku, by powiedzieć stop i zacząć grać ze swoim zespołem, swoją muzykę.
O swoich planach powiedział - "Zgraliśmy nowy album "The Darkness", pozostał tylko projekt okładki. Nagrali ją ze mną znani brytyjscy muzycy, w całości napisany i skomponowany przeze mnie, w porównaniu z poprzednim "Hold on" jest agresywniejszy, szczególnie w gitarowych wejściach, i ma mocniejsze brzmienie. Nowy Album ma linię brzmieniową podobną do Doobie Brothers, Smokie, The Eagles, czy Toma Petty. Podstawą nowej płyty jest harmoniczne współbrzmienie wszystkich muzyków.
Będziemy go promować tu w Europie i w Ameryce. Poprzedni album ukazał się w 2007 roku, tak długa przerwa wynikła, ponieważ dużo koncertowaliśmy. Po odejściu z UK Legends znalazłem nareszcie więcej czasu, był to też powód mojego odejścia. Potrzebowałem rocznej pauzy, by móc skoncentrować się na grupie Van Downham, będącej moim najlepszym zespołem.
Moja muzyka jest właściwą dla Europy, ma tu swoje korzenie. Moje piosenki były często grane w niemieckim radio, można ich słuchać na Myspace, około 25 % wywołań pochodzi z Niemiec. W Polsce występowaliśmy wielokrotnie, włącznie z koncertem transmitowanym w TV. Naszym celem jest Ameryka, mamy już podpisany kontrakt na Florydzie. Będziemy jednak mieli koncerty w Polsce i w Niemczech. Mogę powiedzieć, że przyjedziemy w sierpniu i otrzymamy wsparcie w postaci polskiej wokalistki.
Ostatnim, ważnym dla mnie wydarzeniem był mój akustyczny koncert w radio BBC w Londynie przed dwoma tygodniami.
… Byłem bardzo, bardzo wstrząśnięty, gdy usłyszałem, ze rozbił się samolot z polskim prezydentem Kaczyńskim i wielu innymi…
Do Polski przyjeżdżam regularnie już od 15 lat i za każdym razem uczę się nowych słów. Polska to wspaniały kraj, miałem tu półtora roku temu wspólne show z Michałem Wiśniewskim z Ich Troje… Chyba nie ma w Polsce takiego miejsca, w którym bym nie występował. Będę próbował nauczyć się polskiego.

(ms)



Viktoria Viktorii

Pierwszy weekend postu, jak na współczesne czasy przystało, nie pozwolił się umartwiać. Po wernisażu w galerii "Vox" wylądowaliśmy u uroczej i towarzyskiej Viktorii Korb. W jej obszernym mieszkaniu ze ścian i etażerek spoglądały na nas tajemnicze figury z indonezyjskiego teatru cieni. Z Viktorią rozmawiać można długo, nawet bardzo długo (do trzeciej nad ranem), a tematów nie braknie. Opowiedziała nam, że wiele lat pracowała z ramienia ONZ w Indonezji i na Filipinach, w Afryce(Ghana) a później w Szwajcarii przy projektach rozwojowych. Obracała się w świecie dyplomacji i przy okazji oprócz solidnej pracy, jako piękna i inteligentna kobieta zawracała w głowach tamtejszym wysoko ustosunkowanym panom, którzy wspominają ją z tęsknotą i pamiętają o niej do dziś.

Jak to się stało, że Viktoria znalazła sie w Indonezji, jako pracownik ONZ-u?
Nim do tego doszło musiała wiele doświadczyć. Urodzona w Kazachstanie gdzie jej ojciec znalazł się podczas wojny, jako niemowlę została repatriowana do Wrocławia, a następnie przeniesiona do Warszawy gdzie rozpoczęła edukację szkolną, by po latach wstąpić w szeregi studentów wydziału Handlu Zagranicznego na SGPiS (obecnie SGH). Po kilku latach dosięgły ją "ciosy dziejowe".

W 1968 musiała wyjechać z kraju. Załamało się jej życie osobiste, długo nie mogła otrząsnąć się po przymusowym rozstaniu z narzeczonym i utracie ojczyzny. Jednak miała też szczęście, bo praca w ONZ przyniosła jej dużo satysfakcji. Podczas przemian systemowych w Polsce współpracowała z Radiem Wolna Europa i Gazetą Wyborczą, a następnie wróciła na 2 lata do Polski jako przedstawicielka organizacji pomocy gospodarczej rządu niemieckiego. Potem osiadła w Berlinie i publikowała artykuły in. w "Sztandarze" i poznańskim "Głosie Wielkopolskim" oraz felietony w sekcji polskiej radia "Multi Kulti". Jednocześnie pracowała naukowo na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim na temat transformacji ustrojowej i wykładała czasem na Uniwersytecie Warszawskim.
W międzyczasie wydała dwie książki w Polsce i w Niemczech: "Ni pies ni wydra" ( tytuł niemiecki "...kein polnischer Staatsbürger, wyd. Trafo) i "Śmierć naukowca" ( "Tod eines Friedensforschers", wyd. Tenea). Pierwsza to wspomnienia studentki z wydarzeń marca 68, druga to polityczny kryminał - z ironią traktujący o polsko-niemieckich kontaktach, szczególnie w wymiarze towarzyskim.
Serdecznie wszystkim polecam.

W przygotowaniu nowa książka, pewno będzie kolejną Viktorią Viktorii, ponieważ zamierza opisać Niemców, wykorzystując satyryczny wizjer, przez który Steffen Möller postrzega Polaków. Jest już prawie gotowa, nosi tytuł "Witaj Ger-Mania". Czekamy na nią z niecierpliwością, a do tego czasu cieszymy się każdym spotkaniem z pełną humoru i temperamentu Viktorią Korb.

Tekst: Danuta Kwiecien



Polański - Reżyser i aktor - Spotkanie z nieobecnym

Galeria derORT, 14. luty 2010. Kolejny rok z polskim wydarzeniem związanym ze świętem światowego kina - Berlinale, akcentujemy naszą - polską obecność, wystawą o Romanie Polańskim - aktorze i reżyserze. Choć sam bohater wystawy ze znanych powodów podczas wernisażu nie był obecny, to mieliśmy okazje przyjrzeć mu się na prezentowanych zdjęciach. Wystawa jest tylko częścią przygotowanej przez Muzeum Kinematografii w Łodzi, która swoją pełną ekspozycję będzie miała w Dusseldorfie.
W galerii Magdy Potorskiej, obejrzeliśmy zdjęcia Romana Polańskiego z filmów, w których zagrał jako aktor na przełomie swojej kariery, jak i zdjęcia, jako reżysera z planów filmowych w towarzystwie aktorów, którzy w nich grali .
Po raz kolejny galeria wypełniła się po brzegi, międzynarodowym towarzystwem, pojawił się na krótko również ambasador Marek Prawda. Wystawę otworzyli Ralph Remstedt (1 asystent Romana Polańskiego), Maciej Karpiński (Dyrektor Polskiego Instytutu Kinematografii w Warszawie) i kuratorzy z Muzeum Kinematografii w Łodzi: Krystyna Zamysłowska i Piotr Kulesza wraz z właścicielką galerii Der Ort, Magdą Potorską. Nie zawiedli oczekiwani goście, aktorzy:
Olivia Williams i Ewan McGregor grający główne role w wyświetlonym podczas Berlinale najnowszym filmie Romana Polańskiego - Ghostwriter. Obecny był również słynny niemiecki reżyser Volker Schlöndorff, który bardzo ceni Romana Polańskiego.
Obok wkleiłem kilkadziesiąt zdjęć z wystawy, nie tylko organizatorów i aktorów, ale i przybyłych do galerii gości.
(ms)

-???--???-Play-???-

PLAKATY - RYSZARD KAJA

Wystawa: 06. - 28. luty 2010, w PIGASUS polish poster gallery, Torstr. 62 | 10119 Berlin
Ryszard Kaja, ur. w 1962r., w Poznaniu: malarz, grafik, scenograf, dekorator wn
ętrz. Ukończył wydział malarstwa Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu ( dzisiejsza ASP). W1989 debiutuje jako scenograf w Teatrze Wielkim w Łodzi tworząc oprawę plastyczną do spektaklu "Ernani" Verdiego , za co zostaje nagrodzony swą pierwszą "Zlotą maską". Do dziś zrealizował ponad 100 projektów scenografii na czołowych scenach w Polsce i za granicą.
Jego wielka pasj
ą - obok teatru - jest plakat. W tej dziedzinie jest kontynuatorem tradycji rodzinnej: ojciec Ryszarda, Zbigniew Kaja był jednym z ważniejszych przedstawicieli tzw. Polskiej Szkoły Plakatu. Plakaty Ryszarda Kaji przeważnie oparte są na malarstwie, a więc w dzisiejszych, zdominowanych przez komputery czasach, "niemodne", jednak od strony estetycznej zawsze stanowią jedność z przedstawieniami, do których powstały. Fascynacją Kaji sztuka baroku i bardzo indywidualne, zaczerpniete z prozy Bohumila Hrabala widzenie świata, stanowią o wyjatkowości i niepowtarzalności jego sztuki.
Plakaty Ryszarda Kaji: http://www.pigasus-gallery.de/Posters/Kaja.htm

-???--???-Play-???-
-???--???-Play-???-

Steffen Möller - "Ich habe nur gewonnen"

26.10.2008 w kinie "Die Kurbel" wyświetlono film dokumentalny "Ich habe nur gewonnen" o artystach na emigracji. Po projekcji spotkaliśmy się wtedy z dwoma z czterech postaci o których był film, byli to: Janina Szarek, znana berlińska aktorka i pedagog oraz Ryszard Kula z Hamburga - aranżer, kompozytor i dyrygent.
Natomiast 13.12.2009 pokazano ten film, Polonii berlińskiej po raz drugi w galerii der Ort , zapraszając najbardziej znana postać z filmu duetu reżyserskiego: Brygidy Dworok-Mich i Drago Hari. Najbardziej popularnego i lubianego Niemca w Polsce Steffena Möllera, kabareciarza i aktora, a ostatnio i pisarza, który sympatycznie po niemiecku i polsku opowiadał o swoim 14 letnim pobycie w Polsce, o Polakach. Jest w nim coś takiego co pozwala go polubić, ma cierpliwość do słuchania i talent do celnych i dowcipnych odpowiedzi.


-???--???-Play-???-

Andrzej Patla - polski szkoleniowiec i jego wychowankowie

Staatliche Ballettschule Berlin und Schule fur Artistik, to stamtąd po latach nauki odchodzą w świat kolejni adepci cyrkowej sztuki.
17-tego czerwca , zaproszeni przez

Andrzeja Patlę - nauczyciela, trenera, wychowawcę młodzieży,

poszliśmy obejrzeć egzaminacyjne pokazy uczniów ostatniej klasy.
To co zobaczyliśmy, przerosło nasze oczekiwania, prezentowali się artyści na najwyższym poziomie akrobatycznego wyszkolenia, w pięknych kostiumach estradowych i niektórzy, podziwu godnych makijażach.
Choreografia i oprawa muzyczna ukazała spektakl za jaki w zawodowym teatrze musielibyśmy zapłacić sporo pieniędzy. Tu mieliśmy to wszystko gratis, a chyba jeszcze więcej, bo uczniowie - artyści mieli świadomość,
że są oceniani przez egzaminatorów, siedzących przed nami i wpisujących coś do arkuszy. Więc dali z siebie wszystko. Tu widać było wszystko jak na dłoni, bo nie było elementu, którym jest oświetlenie punktowe.
Nie było ściemy. Gratulacje dla Andrzeja i kadry szkoleniowej...


Miss IFA

Tą twarz znają wszyscy, od trzech lat spogląda na nas z plakatów i reklam targów IFA. Mało kto wie,
że ten sympatyczny uśmiech MISS IFA należy do Polki, urodzonej w Berlinie, której rodzice pochodzą
z Bydgoszczy.
Panią Ewę poznałam, gdy objęła tytuł Miss IFA w roku 2007, pamiętam była bardzo szczęśliwa.
Poprosiłam ja o rozmowę, by opowiedziała o swoim sukcesie.

Powiedziała, że pierwszy raz odwiedziła IFA w wieku 14 lat
i wtedy zobaczyła twarz i postać targów, które odwiedzała później rokrocznie. Mając 18 lat dorabiała do studiów, jako fotomodelka i aktorka. Trzy lata temu zadzwoniono do niej z agencji reklamowej z informacją, że szukają nowej Miss IFA i zapytano czy to nie byłoby to coś dla niej, bo zna angielski, ma niebieskie oczy - co było ważne. Dzień przed castingiem ukończyła studium, wszyscy już imprezowali, a ona przygotowywała się do castingu. Musiała zaprezentować otwarcie gali, oczywiście po angielsku, dwuminutowe. Ubrano ją na czerwono, robiono mnóstwo zdjęć, czy pasuje jej ten kolor... Odpowiadała na różne pytania: Jaki kolor lubi, jakie czyta gazety? Oceniano czy jest spontaniczna, sympatyczna… I wybrano - spośród 70 dziewczyn.
Studiowała media managemant, a następnie marketing, ma nadzieję, że będzie mogła to łączyć, gdy przestane być Miss IFA. No cóż (jak mówi ze śmiechem) włosy kiedyś przestaną być czerwone a staną się siwe.
Po trzech latach z tytułem Miss IFA nabrała pewności siebie, zna tam dużo ludzi, z którymi tworzy wielka „ifową” rodzinę, pomagają sobie wzajemnie. „W pierwszym roku byłam bardziej stremowana – powiedziała.
Bardzo serdecznie współpracujemy ze sobą, przyjeżdżają tu firmy z całego świata
Poznaję mnóstwo ważnych ludzi, specjalistów, biznesmenów. W normalnej pracy nie miałabym takich możliwości - poznałam i rozmawiałam z Panią kanclerz dr. Merkel podczas otwarcia IFA 2009”.
Zapytana o radę dla młodych Polaków chcących zrobić karierę w Europie – powiedziała, że… „najpierw trzeba słuchać, co mówi serce, iść za jego głosem, nie należy bać się nowych miast, czy państw. Trzeba otworzyć się na świat, zobaczyć, jak on tam funkcjonuje.”
Sądzi, że polskie pochodzenie nie miało znaczenia, najważniejszy był język, angielski… Liczą się języki
i kompetencje. Jest jej niezwykle przyjemnie, gdy spotyka na IFA Polaków i może z nimi porozmawiać po polsku,
są zaskoczeni i zawsze bardzo serdeczni, jest to taka inna serdeczność, taka polska.

Tylu tu przedstawicieli firm z całego świata, czy nie chcieli pani „porwać” do siebie na modelkę?
„Cha, cha, akurat na modelkę nie.” Rozumiem, nie pytam więcej.

Targi IFA trwają kilka dni, ale praca poza nimi byłaby niemożliwa, bo w ciągu całego roku są wyjazdy, promocje, sesje zdjęciowe zabierające bardzo dużo czasu.
Zapytałam - czy faktycznie te sesje są takie ciężkie jak skarżą się inne modelki?
„Bywa ciężko, cierpią nogi, plecy też. Trzeba być wygimnastykowanym (zdarzyło się, że musiałam skakać przez pralki), nieraz muszę bardzo wcześnie wstawać, poza tym sesje trwają niekiedy dwanaście godzin, a trzeba cały czas być radosną, uśmiechniętą i wypoczętą, ale oczywiście frajda jest większa i jest to przyjemne, inaczej bym tego nie robiła.”
Jak rodzina i przyjaciele przyjęli pani sukces?
„Wszyscy mi kibicują, dziś właśnie odwiedzili mnie znajomi i oprowadzałam ich po targach. Co roku z Polski przyjeżdżają na IFA, mój dziadek i ciocia. Rodzice założyli album gdzie zbierają wycinki z gazet i moje zdjęcia.”

Życzę dalszego powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Danuta Kwiecień


-???--???-Play-???-
-???--???-Play-???-

Galeria Pigasus

Co miesiąc wystawa plakatu - to już tradycja w galerii Pigasus państwa Joanny i Mariusza Bednarskich, która ma w swoich zbiorach kilka tysięcy polskich plakatów .
Można tam nabyć również płyty CD, takiego zestawu polskich kompaktów, nie uświadczysz chyba nigdzie, naprawdę trzeba się naszukać , aby czegoś nie znaleźć.
Ze swoich archiwaliów gospodarze wyjęli i przypomnieli nam jak wyglądał plakat przygotowany na olimpiadę w Moskwie, przy którym gest Kozakiewicza w kierunku organizatorów to pestka przy stosunku autora tego plakatu do tej olimpiady…
Jeżeli chcecie wiedzieć o co chodzi -
odwiedźcie Galerię Pigasus i porozmawiajcie z jej właścicielami, może uchylą wam rąbka tajemnicy.
Galeria Pigasus
Torstra.62, 10119 Berlin
www.pigasus-gallery.de


-???--???-Play-???-

Barbara Ur i Andrzej Piwarski

14 maja 2008 odwiedziliśmy Barbarę Ur i Andrzeja Piwarskiego, małżenstwo berlińskich artystów. Ciekawi byliśmy w jakich warunkach powstają prace, które oglądaliśmy już na kilku wystawach. Barbara i Andrzej najpierw pokazali nam swoją pracownię gdzie wśród zgromadzonych prac, starych i nowych, robili nam krótkie wykłady o stosowanych technikach,
o rzeźbie i malarstwie .Później już przy lampkach dobrego koniaku, opowiadali
o studenckich czasach i drogach wspólnej kariery artystycznej.

Więcej informacji o artystach
na ich stronach internetowych:

www.barbaraur.one.pl
www.piwarski.one.pl


Oddać głos materii (Tekst Mirosławy Koch)

Tak zatytułowano ostatnią wystawę prac Andrzeja Jana Piwarskiego w Galerii Ratusza Tempelhof (21.02 - 30.04.2008) Ponieważ nie jestem z zawodu znawczynią sztuki, odebrałam tę wystawę jak zwykły zjadacz chleba. I muszę powiedzieć bardzo mi się podobała; te różne kolory zgodnie egzystujące obok siebie na obrazach, ta biel pokazująca wspomnienie z Hiszpanii – to wszystko wywiera wrażenie. Ekspozycja została zorganizowana z okazji siedemdziesiątych urodzin artysty i pięćdziesięciolecia aktywności twórczej. Piwarski istnieje od 40. lat na międzynarodowym wystawiennictwie. Prace artysty były pokazywane w Polsce
i wielu krajach świata: Szwecji, Rosji, Watykanie, Hiszpanii, Niemczech. Piwarski urodzony warszawiak, studiował w Gdańsku i tam rozpoczął swoją karierę. Ożeniony ze znaną artystką Barbarą Ur, poświęcił się całkowicie - już w duecie - sztuce. Andrzej Piwarski - jak sam mówi - jest częścią żony Basi - jej konstruktywnego świata. On nie przeszkadza jej, ani ona jemu. Nie są o swoje sukcesy zazdrośni. Uzupełniają się wzajemnie. Założyli w Tuchomiu (w Polsce) w 1992 roku Europejskie Laboratorium Sztuki, gdzie spotykają się artyści z wielu krajów. Para małżeńska Ur – Piwarski mieszkała jakiś czas w Essen, a od roku 2005 żyją
i pracują w Berlinie.
Na wystawie były również jej prace: portrety męża, bo jak sama mówi – „Andrzej ma bardzo rzeźbiarską i malarską głowę”.



Wojtek Korda - Twarze się zmieniają

Wojciech Korda,
kilka jego winylowych płyt mam do dzisiaj, niekiedy puszczam na gramofonie i... ich trzask generuje wspomnienia tamtych big-bitowo - rock'n'rollowych lat. Z moim idolem końca 60-tych lat spotkaliśmy się w berlińskim Domu Polskim po tórymś z koncertów i rozmawialiśmy o jego występie.
Na to spotkanie przyniosłem jedną z tych winylowych płyt: Niebiesko-Czarni - „Twarze”, na której rozkładówce jest portret Wojtka, z lat młodzieńczych. Ucieszył się, gdy wyjąłem płytę… To ty jeszcze ją masz?... Gdy ujrzał swoje zdjęcie, uśmiechnął się i powiedział: „Kakij krasiwyj maładiec”. Roześmialiśmy się.
Opowiedział jak współprojektował okładkę, o zdjęciach dookoła, o „Poznańskich słowikach”, gdzie śpiewał sześć lat.

Poprosiłem go o autograf - podpisał się.
Po chwili namysłu, powiedział - wiem co napiszę - i nieco wyżej wpisał

„Twarze się zmieniają”.


-???--???-Play-???-

-???- | -???-