Przejdź do treści

Menu główne:

Imprezy

Ludzie i miejsca

PYRONALE 2013

6. i 7. września na Majowym Polu Stadionu Olimpijskiego odbyły się pokazy ogni sztucznych, które zgromadziły 65.000 ludzi. Polska rodzinna firma Surex wzięła udział w rankingu "Best of Six" podczas berlińskiego Pyronale 2013.
SUREX początkowo specjalizował się w imporcie fajerwerków, w roku 1995 rozszerzył zainteresowania na profesjonalne pokazy ogni sztucznych i laserów. Dzisiaj Surex to międzynarodowy pirotechniczny mistrz "wagi ciężkiej", może brać udział w największych wydarzeniach tej branży. Swoje pokazy fajerwerków prezentowali w Knokke-Heist w Belgii, na międzynarodowych festiwalach sztucznych ogni: Malta, Monako, Cannes i w kraju na Pyromagic. W Lipsku otrzymał Surex nagrodę World Pyro 2007.
Rodzina stawia na kreatywność, z pasją przedstawiają spektakularny zawierający również tradycyjne polskie elementy program.
W berlińskim PYRONALE 2013 udział wzięły drużyny:
dzień pierwszy - Kroacja, Polska, Finlandia;
dzień drugi - Filipiny, Grecja i Hiszpania. Zwycięstwo przyznano ekipie Filipin.
Warto przypomnieć, że w Pyronale 2012 Polacy zajęli pierwsze miejsce.
Obok prezentujemy zdjęcia z pierwszego dnia.


100 zdjęć ze święta Polonii

Kto nie był, niech zobaczy jaka panowała atmosfera podczas polonijnego festynu przy ratuszu Reinickendorf. Pogoda dopisała, ludzi przybyło co niemiara, choć miejsce to odległe od centrum Berlina.
Byliśmy i my z naszą mini wystawą fotograficzną. Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, wypiliśmy kilka piw, od przedstawicieli województwa lubuskiego otrzymaliśmy butelkę nalewki z piołunu za wygląd naszego stoiska. Rozdawaliśmy archiwalny numer naszego magazynu i nie omieszkaliśmy wylać żali na ręce przedstawicieli Senatu, że kolejny nie został wydrukowany, ale to wszystko na wesoło. Koncert Golcowej u'Orkiestry, rozpalił emocje Polonusów: tych, którzy nie dostali się do środka z powodu braku miejsc i tych, których poniosła etniczna muza górali.
Nie spisała się ochrona, ale... Dopisała pogoda, dopisali ludzie..., a sala koncertowa nie z gumy. Napiszę krótko, wyszaleli my się na koncercie ( no może z wyjątkiem pierwszego rzędu) wszyscy;)

MS

Poniżej 100 zdjęć z polonijnego święta i koncertu Golec u'Orkiestra.

TALL SHIPS Szczecin 2013 - Byliśmy, podziwialiśmy

Koncert Noworoczny 2013

Koncert Noworoczny 2013 dla Polaków zamieszkałych w Berlinie, po raz kolejny mnie nie oszołomił. W roku ubiegłym program zaproszonej kapeli nie pasował do polonijnego charakteru spotkania, ale wykonanie nie podlegało krytyce. Tym razem, coverowy zespół "Żuki" z Bydgoszczy przywiózł zestaw repertuaru, który na zasadzie dla każdego coś miłego, mógłby zadowolić wszystkich … A były to poza przebojami Beatlesów, piosenki Krzysztofa Klenczona, z uporem zwanego przez gitarzystę zespołu – Krzyśkiem.
Chciałbym tu przypomnieć, że Klenczon 14 stycznia 2013 skończyłby 71 lat,
a do Stanów wyjeżdżał, gdy pan muzyk zaczynał pewno brzdąkać na instrumentach…
ŻUKOM, dziękuję za przypomnienie, tak wielu moich ulubionych piosenek Klenczona…
Szkoda tylko, że z jakiś powodów brzmiało to nieciekawie, no i wokalista… chyba lepiej czułby się w repertuarze „Piaska”.
…I ta scenografia, z białym wielkim „nietoperzem” i rol
lup'ami reklamowymi, bez oświetlenia scenicznego. Zamiast „koncert”, użyłbym nazwy „akademia noworoczna”.
Nie ma jednak co narzekać, celem nadrzędnym było spotkanie się Polonii
, a tej nie zabrakło… i to było miłe, gdy zobaczyło się kogoś od dawna niewidzianego. I za to można podziękować Ambasadzie, że finansuje takie spotkania.
Natomiast organizatora, (który włożył mnóstwo pracy w przygotowanie
, jak ocenił radca ambasady) Ferdynanda Domaradzkiego z Polskiej Rady, zostawię bez krytyki, bo… nie omieszkał przypomnieć o 90. rocznicy Związku Polaków w Niemczech, przedstawić jego zasłużoną przewodniczącą Bronisławę Karkos i wręczyć jej bukiet kwiatów.
Jak się okazało gwiazdą programu zostały dzieci w strojach krakowskich...
po przekąsce jaką był występ "Żuków", dały barwną ucztę tańców polskich.

MS (14.01.2013)

Nasza wystawa w PIEROGARNI - Turiner Str.21 / 21.07.2012 /

Peter Maffay, Tabaluga
i 100 dzieciaków
Peter Maffay -
 gwiazda niemieckiego rocka wraz z zespołem, dał 27.marca 2012 w małej Sali RBB, przed publicznością złożoną z setki dzieci - akustyczny koncert nagrań z najnowszej płyty "Tabaluga und die Zeichen der Zeit".
Ten baśniowy projekt, który powstał we współpracy z twórcą piosenek dla dzieci Rolfem Zuckowskim, obejmuje już pięć płyt.
Podczas koncertu wśród dzieci widoczny był zielony smok Tabaluga…


Warto przypomnieć, że w listopadzie 2009 tego niemieckiego rockmana odznaczono polskim Orderem Uśmiechu podczas Polsko-Niemieckiego Festiwalu Kultury Dziecięcej i Młodzieżowej - "Kuźnia Talentów" w Monachium.
Jest to jedyne na świecie i do tego polskie, odznaczenie przyznawane dorosłym przez dzieci, w dowód wdzięczności za darowane im radość i szczęście. Peter Maffay otrzymał je za stworzenie Fundacji pomocy dzieciom po traumatycznych przejściach.
... Orderu Uśmiechu nie byłoby... gdyby nie było Jacka i Agatki. No, chyba, że wymyśliłby go ktoś inny, ale wtedy order też byłby zupełnie inny.  Jego historia zaczęła się tak...  ale o tym poczytacie na stronie Orderu Uśmiechu:   http://www.orderusmiechu.pl/?q=historia

Aura nad Rodłem

Jubileuszowy Opłatek Związku Polaków w Niemczech spod znaku Rodła, zorganizowany przez najdłuższy stażem (65 l.) Oddział w Berlinie, okazał sie zjawiskiem wyjątkowym. Energia, z jaką przyszło się zetknąć, bez wyjątku wszystkim uczestnikom spotkania, była pozytywna i bardzo podniosła. Pozwoliła na swobodne ukazanie naszych osobowości, myśli i przyjaznych emocji. Oby promienie tej aury trwały jak najdłużej, a zasięg jej widoczności stale się poszerzał.

Jubileuszowy Opłatek Związku Polaków w Niemczech spod znaku Rodła, zorganizowany przez najdłuższy stażem (65 l.) Oddział w Berlinie, okazał sie zjawiskiem wyjątkowym. Energia, z jaką przyszło się zetknąć, bez wyjątku wszystkim uczestnikom spotkania, była pozytywna i bardzo podniosła. Pozwoliła na swobodne ukazanie naszych osobowości, myśli i przyjaznych emocji. Oby promienie tej aury trwały jak najdłużej, a zasięg jej widoczności stale się poszerzał.


9 grudnia 2012, w niedzielne, mroźne i śnieżne popołudnie, do sali widowiskowej im. Wilhelma Leuschnera w centrali związków zawodowych DGB-Haus, przybyło wiele spodziewanych gości, mimo trudności z dojazdem, z odległych miejsc w Niemczech i Berlina. Wiedziano że jadą, więc półgodzinne oczekiwanie wystarczyło na swobodne dotarcie. Program Jubileuszowego Opłatka był zgrabnie ułożony i podzielony, co do minuty. Tak było w programie roboczym, ale nikt nie przewidział siły wyższej: niezwykłej aury wywołanej dzielenia się opłatkiem, a wcześniej kolejką ustawionej do wielkiego jubileuszowego tortu.


I. część programu, wyjaśniała pojęcie Jubileuszu, które to przedstawiła szefowa berlińskiego oddziału i Rady Naczelnej Związku p. Bronisława Karkos. Wyraziła podziekowania wsparciu jakie udzieliły Związkowi firmy i osoby prywatne. Podziękowanie specjalne otrzymała Ambasada RP w Berlinie, złożone na ręce Konsula. Pan Konsul Marek Budek złożył podziękowanie za zaproszenie i życzył Związkowi kolejnych udanych Jubileuszy i sukcesów. Następnie p. Renata Marschall-Malinowski przedstawiła zarys historyczny powstania Związku, a następnie jej mąż p. Waldemar Malinowski (oboje z Kilonii) wygłosił ciekawy referat o stanie Związku i jego przyszłości. W przerwie miał być tzw. panel dyskusyjny, gdzie z projektem szykował się p. Sławomir Hałaczkiewicz z dalekiego Ottweiler (750 km). Projekt poświęcony wprowadzeniu 6. Prawdy Polaków, dotyczących dzieci urodzonych w Niemczech, wygłoszony ze sceny, skwitowano gorącymi oklaskami. Pierwsza część kończy się wspaniałymi utworami Karłowicza, Moniuszki i Chopina. Wykonawcy: Bartek Bukowski i Paweł Popławski, to artyści z Teatru Muzycznego w Magdeburgu. Gorąco przyjęci i wynagradzani oklaskami, wykonali bezbłędnie dobrany przez siebie program, z utworami dotyczącymi losów Polaków na obczyźnie. Wielkie brawa!
II. część,  to Opłatek i kolędy, gdzie aura wywołała wśród wszystkich osób niesamowite wrażenia. Nie było czasu na przygotowaną sceniczną recytację wiersza C.K. Norwida Pielgrzym i fragmentu prozy M. Kulety dot. J. Piłsudskiego. Innym razem to usłyszą i zobaczą, skwitowali to artyści, przyłączając się do łamania opłatkiem. Śpiewaniu kolęd nie było końca. Śpiewali wszyscy i coraz głośniej. Sił nie brakowało, ale czas nieubłagalnie zbliżył się ku końcowi. Pozostało już tylko przypieczętować to radosne wydarzenie toastami, uściskami i łzami pożegnań, wielu dotąd nie znanych sobie ludzi. Ja tam też byłem i wino piłem.


Summa summarum, urodzinowy tort na 90 lecie Związku przybył na czas, więc było można go sfotografować ze wszystkich stron. Rozkoszne to dzieło dla 100 osób, ufundowała dla Związku firma Asprod z podszczecińskich Klinisk Wielkich, dorzucając jeszcze przepyszne rogaliki i muszle z nadzieniem. Browar Witnica dosłał napoje w postaci Podpiwka lubuskiego i Kwasu chlebowego. Wina dostarczyła firma Winiarski, a choinkę świateczną i jodłowe gałązki sprawiła firma p. Roberta Klepackiego. Podziękowanie za pomoc, należy się restauracji Wawel. O oprawę artystyczną, nagłośnienie i światła zadbał RockinBerlin.pl e.V. Medialny patronat zaproponowała gazeta POLONIA BERLIN. Z zarejestrowanego przez gazetę materiału, uczestnicy spotkania otrzymają nagranie na cd. Pomocnych i anonimowych rak nie brakowało. Nad całością inscenizacji i realizacji programu, czuwała osoba kompetentna, prosząca również o anonimowość. Lecz każdy obecny ją widział i zna.
W.T.

ROGER DODGER

01.09.2012 - "Roger Dodger" - Live in Fabrik Osloer
W odrestaurowanym pofabrycznym obiekcie odbył się koncert nowej formacji utworzonej przez "Saxofone Joe", czyli Joe Kučere, do którego składu zaprosił, urugwajskiego gitarzystę Carlosa Mieresa, basistę z Japonii Akira Ando i Brazylijczyka, Armando Chuha zwanego "Maestro Percussionista". Gościnnie wystąpił John Vaughan, znany piosenkarz i tekściarz urodzony w Stanach Zjednoczonych, będący całe życie "on the Road".
To był koncert z tych, które się przeżywa - wspaniała atmosfera, dowcipne prowadzenie przez Joe i dająca się odczuć radość wspólnego grania.
Mam nadzieję, że częściej będą grali w Berlinie, bo warto być z nimi gdy tworzą te jazzowo-niebiańskie klimaty.
*Joe to czeski muzyk, który ponad dwadzieścia lat temu wystąpił z Czesławem Niemenem w klubie Quasimodo, a dzisiaj grywa również z naszym polskim pianistą Chrisem Szachnowskim.

PO-KU-SA 2012
Po raz kolejny odbył się niemiecko-polski majowy festyn PO-KU-SA, tym razem przy Ku-dammie obok Ged
ächtniskirche.
Publiczność dopisała, pogoda nie. Niby ładnie, bo nawet nie padało, ale chwilami jakoś dziwnie wiało i marzły ludziom siedzenia. Rozgrzewano się ochoczo piwem i wódeczką, zagryzając kiełbaskami i pysznymi naleśnikami.

Program muzyczny ciekawy, było czego posłuchać, ale najchętniej
wysłuchano Steffena Möllera. Nie ma co, był gwiazdą weekendu. Facet inteligentny, wesoły i bardzo sympatyczny, nic dziwnego, że zgromadził dużą publikę. Rozbawił i roztańczył ją, piosenką Bigos-Rap. Steffen " czuje ten… bigos" i umie się sprzedać. Po występie do nabycia była jego nowa książka, która szła jak świeże bułeczki.
Szkoda, że nie zareklamował książki koleżanki po piórze  -
Viktorii Korb, ale jak miał to zrobić skoro organizator - Christian Schrötter na pytanie, dlaczego nie przedstawił Viktorii i jej nowej książki, odpowiedział…  A dlaczego miałbym to zrobić?
Ano dlatego, że książka jest tego warta. Poza tym, jest przewodniczącym Towarzystwa Niemiecko-Polskiego (Deutsch-Polnische Gese
llschaft), a autorka znaną polonijną pisarką, od wielu lat mieszkającą w Berlinie.  

Książka " Witaj Ger-manio", to Niemcy widziane oczami Polaka-emigranta... i jest ona odpowiedzią na książkę Stefana "Polska da się lubić". Jest zbiorem felietonów i krótkich opowiadań, niezwykle dowcipnie i trafnie opisujących paradoksy i przywary Niemców, jak i  Polonusów.  Powinna stać się obowiązującą lekturą wszystkich Polaków, a już na pewno dla wybierających się do Niemiec, na krócej lub dłużej.

W przygotowaniu tłumaczenie niemieckie, bo przecież Niemcom też się coś należy…

Najkrótszą recenzję usłyszałam z ust koleżanki… Po przebudzeniu sięgam po "Witaj Germanio" i po przeczytaniu paru stron, jestem naładowana dobrym humorem na cały dzień.

Na tym można by zakończyć, ale gwoli uzupełnienia:

Viktoria Korb w roku 2010, otrzymała  nagrodę Srebrnego Pegaza ( złotego nie przyznano) w konkursie "Berlińscy Polacy - Portret własny", zorganizowanym przez Stowarzyszenie Ochrony Poloników Niemieckich oraz Gabinet Książki i Prasy Polskiej w Niemczech za tekst p.t. "Pieść Fausta". Mówi on o początkach jej emigracji i szarpance w kilku krajach itp. Opublikowano go w Internecie, jako e-book i na webpage:
www.polonika.opole.pl/doc/faust.rtf

D.K.


Karneval der Kulturen 2012

25.maja 2012 w zielonoświątkową niedzielę ponad 4700 uczestników z około 80 krajów wzięło udział w kolejnym 17. Karnawale Kultur.

W paradzie brali udział ludzie, którzy mają coś, co chcieliby pokazać innym mieszkańcom Berlina. Prezentują tam elementy swoich tradycji, muzykę i kulturową odrębność w tym wielomilionowym mieście. A wszystko to w klimacie dobrej zabawy. To tak, jakby kilka tysięcy osób z różnych zakątków świata umówiło się w jeden letni dzień na karnawałowy bal, wszyscy odświętnie ubrani, rozbawieni. Wspaniałe, barwne widowisko. Gdy pomyślę ile kryje się za tym przygotowań, wysiłku i wydatków finansowych… Przypomnijcie sobie tylko, ile kosztowało was wyjście na bal sylwestrowy, no co… można sobie wyobrazić. A tu jeszcze… nie dość, że stroje, maski, ale i monstrualne kukły, pojazdy.. Uff.. Można było nasycić oczy. Pozostaną z tego karnawałowego pochodu miliony fotografii.
Do tego mega zbioru - dorzucam kilkadziesiąt moich. Jeżeli macie chęć i czas … to miłego oglądania.

M.S.

WHO IS WHO? - FASCHING PARTY NAUCZYCIELI OŚWIATY 2012

O Koncercie Noworocznym dla Polonii, który odbył się 15.01.2012

Noworoczny Koncert dla Polonii to tradycja, która przeszła krótką zadyszkę i na nowo ożyła dzięki Polskiej Radzie w Berlinie. Niektórych Polonusów tradycyjnie pominięto i nie zaproszono; natomiast do wybrańców na spotkanie w Ernst-Reuter-Saal wpływały (bywało) zaproszenia z dwóch źródeł, z Ambasady Polskiej, Kierownika Wydz. Konsularnego i Polskiej Rady, berlińskiego Związku Krajowego. W programie: 1 - wstęp (sic!)?, 2 - przemówienia, 3 - koncert Dikandy zespołu, który hołduje bałkańsko-macedońskim i cygańskim rytmom (mający w programie homeopatyczne ślady muzyki folkloru polskiego), 4 - poczęstunek.
Przemówienia były wnikliwe i dla mnie bardzo (szczerze!) interesujące. Pan konsul Mariusz Skórko wspomniał o tradycjach polonijnej działalności, o inicjatywach, które będzie błogosławił (czyt. finansował), a pan Ferdynand Domaradzki mówił o blaskach i cieniach tej działalności, o upadkach i chwalebnych powstaniach inicjatyw polonijnych. Nie wspomniano o niektórych berlińskich mediach  (złośliwych? krytycznych? nie pod nas?): Twojej Gazecie, portalu Polacy w Berlinie i Akcentach. Nic to! Może chęci nie stało, może czasu zabrakło. Tego nie skomentuję. Skomentuję natomiast występ zespołu. Wiadomo: kultura - rzecz tzw. gustu. Wg mnie, dobry zespół biesiadny "do tańca, mniej różańca": solistka porwie a nogi poniosą. Jednym się podoba owa skoczność bałkańsko-cygańska, innym (mnie również) - nie! Nie na ten wieczór.
W programie nie było wzmianki o występie dziecięcego zespołu tanecznego, w repertuarze którego znalazły się tańce polskie, m.in. słynny polonez z filmu "Pan Tadeusz" Wojciecha Kilara. Wielkie dzięki Ewie Kampes, choreografce i całemu zespołowi za ich występ. Był on wspaniałym deserem po miernym obiedzie.
A po części oficjalnej i artystycznej jedliśmy, piliśmy, no i było po naszemu!         


Regina Mikielewicz

Asy polskiego Jazzu na JAZZFEST BERLIN 2011

Tomasz STAŃKO
Leszek MOŻDŻER
Adam PIEROŃCZYK
Adam BAŁDYCH


Diabeł grający na skrzypcach elektrycznych

4 listopada w ramach berlińskiego festiwalu JazzFest 2011 w klubie Quasimodo wystąpił skrzypek Adam Bałdych, z którym o rockowych fascynacjach, koncertach i planach dotyczących Nowego Jorku, rozmawiała Beata Zuzanna Borawska.

Beata Zuzanna Borawska: Wielu dziennikarzy pyta Ciebie o jazz, bo to muzyka, z którą jesteś kojarzony, ale do współpracy często zapraszają Ciebie również muzycy rockowi...

Adam Bałdych:  Bardzo lubię muzykę rockową. Jednym z pierwszych ważnych zespołów w moim życiu, oprócz Up To Date, z którym nagraliśmy pierwsze płyty, graliśmy pierwsze festiwale i odpalaliśmy pierwsze gaśnice w hotelach, był zespół Squad. To była taka bardzo rockowa kapela z Markiem Radulim i Wojtkiem Pilichowskim, był tam też Wojtek Olszak na klawiszach i Tomek Łosowski, a później Radek Owczarz na perkusji. Ton temu wszystkiemu nadawał Marek Raduli. Bardzo ciekawą rzeczą było połączenie skrzypiec z gitarą, dodawało to takiej niespotykanej energii. Myślę, że coś z tego zostało we mnie do dziś, bo te gitary cały czas pobrzmiewają w mojej muzyce. Dzięki temu, że jest świetny gitarzysta w Damage Control (Andrzej Gondek), mniej gitarowych brzmień pojawia się przy użyciu moich skrzypiec elektrycznych. Myślę, że gitara daje zawsze dużo czadu i energii, dlatego będę wierny elektrycznym składom.

Najbliższe plany koncertowe związane z tym rodzajem muzyki?
Mamy pomysł, żeby wspólnie z Markiem Radulim "coś" zrobić i wyskoczyć na parę koncertów, dając tym samym upust naszym emocjom muzycznym, próbując siebie na scenie po paru latach. Jesteśmy przyjaciółmi i zawsze jak jest tylko okazja, żeby się spotkać i pomuzykować, korzystamy z niej. Zależy mi też na tym, żeby rockowa publiczność pojawiła się również na moich koncertach. Moja muza nie jest do końca jazzowa.  To jest muzyka o najróżniejszych obliczach, które mnie ciekawią. Dlatego chciałbym, żeby osoby, które nigdy się z nią nie zetknęły i które nawet nie słuchają tzw. muzyki jazzowej, przyszły na moje koncerty: wtedy prawdopodobnie odkryją, że to, co usłyszą, jest im bardzo bliskie.

Obecnie występujesz z nowym jazzowym projektem.
To jest kontynuacja projektu, który już rozpoczął się 3 lata temu. Damage Control  pokazuje trochę zwariowane oblicze skrzypiec elektrycznych oraz ich połączenie z różnymi innymi instrumentami. Podczas najnowszej trasy brzmienie skrzypiec połączyłem z trąbką - zaprosiłem do współpracy mojego bardzo dobrego znajomego z Kanady Jacqesa Séguina. To młody trębacz, którego również pasjonuje jazz elektryczny. Lubi też mieszać różne style muzyczne i stara się je połączyć w ciekawy sposób. W zespole także na gitarze gra Andrzej Gondek, na instrumentach klawiszowych Paweł Tomaszewski, na basie Piotr Żaczek i Michał Bryndal na perkusji. Staram się za każdym razem dopasowywać muzyków do konkretnej muzyki, którą akurat tworzę. W tym wypadku jest to muzyka inspirowana teatrem. Zrobiłem przez ostatnie dwa lata muzykę do paru sztuk teatralnych i praca w teatrze skłoniła mnie do tego, żeby napisać muzykę idącą w tym kierunku, a ci muzycy idealnie pasują. Każdy z nich ma bardzo ciekawe indywidualne brzmienie, styl i energię, której poszukiwałem.

Przeważnie jazz łączysz z rockiem czy punkiem, a tu nagle teatralna delikatność, zmysłowość, ilustracyjność. Jak się to ma do ostrych brzmień?
Trzeba przyjść na koncert, żeby zobaczyć jak to się ma! Założeniem mojej muzyki  jest  wpadanie  z jednego klimatu w drugi, ze skrajności w skrajność. Kiedyś  grałem muzykę bardzo ekspresyjną, bo czułem, że w ten sposób chcę się wyszumieć. Teraz czuje inaczej, dlatego są momenty, gdzie grove szczególnie grany przez Żaczka i Bryndala jest bardzo mocno osadzony w punkowych i rockowych klimatach, ale łamany jest przez Pawła Tomaszewskiego harmoniami typowo jazzowymi. Gramy też utwory, które są balladami typowo teatralnymi, które spokojnie mogłyby się pojawić w ścieżce dźwiękowej w filmie czy w teatrze. Te klimaty się cały czas mieszają i wydaje mi się, że dzięki temu koncerty dają możliwość przebycia fajnej podróży muzycznej przez różne przestrzenie. Nie chodzi o to, żeby zagrać jeden utwór w klimacie jazzu akustycznego, drugi funkowy, dalej sambę i coś jeszcze innego. Staramy się to zrobić w jednej, spójnej konwencji, żeby to miało ręce i nogi, chociaż czasem zdarza się więcej nóg, czasami więcej rąk, a czasem pojawia się głowa a nawet tułów.

Koncertowałeś w Berlinie?
Koncertowałem, chociaż powiem, że jakoś omijam Niemcy. Mimo, że mieszkam tuż przy granicy, w klubach w Berlinie koncertowałem chyba tylko trzykrotnie. Koncerty te były organizowane przez Instytut Polski, który wspiera i promuje naszą kulturę w Berlinie. Poza tym byłem na paru festiwalach m.in.: w Gerlitz i w Lipsku. Pamiętam, że ludzie bardzo entuzjastycznie przyjmowali to, co im zaprezentowałem. Zwykle w Niemczech występuję tylko raz, dwa razy do roku, więc stanowczo za mało.
Wiem, że wybierasz się na dłużej USA. Czy to Twoja pierwsza podróż do Nowego Jorku i co jest celem podróży?
Nie, nie jadę tam pierwszy raz. Oczywiście chciałbym pojechać tam na świetny shopping, połazić po knajpach i potańczyć w najlepszych bansowniach w świecie, ale mówiąc poważnie jadę tam stworzyć projekty muzyczne, z którymi przyjadę później do Europy. Chciałbym zrobić kilka rzeczy, które mam już ustawione m.in. projekty z Grażyną Auguścik, z różnymi muzykami, których poznałem będąc w Europie, a którzy mieszkają w Nowym Jorku. Część tych spotkań mogę zaplanować będąc w Polsce, ale też planuję otworzyć się na to, co to miasto mi przyniesie. Zawsze na miejscu okazuje się, że nasze plany trzeba zweryfikować, skonfrontować z miejscową rzeczywistością. Możliwości jest bardzo wiele, samo miasto jest bardzo inspirujące, więc myślę, że poznam tam ludzi, z którymi będę chciał współpracować, co zaowocuje fajną muzą, którą pokażemy tam albo przyjedziemy z nią do Europy. Będę tam parę miesięcy, myślę, więc że wystarczy mi czasu, aby poczuć inspirację.

Z kim oprócz Grażyny Auguścik jesteś umówiony?
Z  Jimem Beardem, z którym grałem trasę koncertową w Polsce, a który mieszka w Nowym Jorku i w Norwegii. Spotkam się z nim w Stanach i zobaczymy co tym razem z tego wyjdzie. Jest też paru innych świetnych muzyków, jak Josh Lawrence, z którym też grałem trasę koncertową w Polsce. Josh zna wielu młodych muzyków, których też mam nadzieję poznać i z nimi zagrać. Ale najbardziej czekam na moment, gdy stanę na jednej z ulic Nowego Jorku, zamknę oczy i posłucham szumu tego miasta: wtedy na pewno będę wiedział, co mam z tym wszystkim zrobić!

Tomasz Stańko twierdzi, że w Nowym Jorku inspiruje go nie tylko tamtejsza muzyka, ale także inne dziedziny sztuki. Czy Ty także otworzysz się na wpływy np. malarstwa?
Dłuższy pobyt w NY to okazja do tego, żeby wszystkiego doświadczyć. Zwykle ludzie  jadą tam na chwilę, nie jest możliwe nawet spróbowanie po kawałku wszystkiego. Tego jest tak dużo, że można wejść w trzy miejsca i cały dzień mamy zapięty na cacy. Nie mówię już o undegroundowych klubach, do których trzeba trafić. Mam nadzieję, że poznam tam ludzi, którzy wskażą mi wszystkie interesujące miejsca i  będę się mógł tam inspirować sztuką przeróżną, nie tylko muzyczną.

Tego Ci życzę. Dziękuję.
Dziękuję bardzo.

XV Światowe Letnie Igrzyska Polonijne 2011

 Do Wrocławia na zorganizowane przez region dolnośląski - XV Światowe Letnie Igrzyska Polonijne przyjechało prawie 2000 polonijnych sportowców. Większość z nich to amatorzy, dla których więź z Ojczyzną i spotkania z Polakami z innych krajów nie napotykają żadnych barier. Nawet finansowych, bo przecież przyjazd z odległych krajów, jak Kanada, USA, Australia, RPA, itd. to niemały wydatek.

 W 27 dyscyplinach sportowych rywalizacji podjęło się 1600 zawodników, którzy walczyli na terenie Dolnego Śląska, który był gospodarzem igrzysk. Poza Wrocławiem, gdzie odbywała się większość zawodów; szachistów podjęły: (na zamku Książ) Wałbrzych, golfistów Krzyżanowice, a kolarzy Sobótka.

Przed oficjalnym otwarciem na terenie stadionu olimpijskiego miejsce miał bieg inauguracyjny około 200. Polonusów z udziałem marszałka Dolnego Śląska Rafała Jurkowlańca i polskich sportowców: Ryszarda Szurkowskiego, Jana Brzeźnego, Piotra Rysiukiewicza, Jacka Bociana, Urszuli Włodarczyk, Mariusza Jędry, Włodzimierza Chlebosza…. oraz dwóch Berlińczyków z Klubu Gazety Polskiej.

 Około godziny 21. na terenie wrocławskiej pergoli rozpoczęła się impreza inauguracyjna XV Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych, z pompą… w przenośni i dosłownie, gdyż VIP-ów nie zabrakło jak i …mżącego deszczu, który jednak nie był przeszkodą dla paradnego wejścia wszystkich polonijnych sportowców. Wprowadzali ich zasłużeni dla Polski zawodnicy, wśród nich: Jerzy Dudek, Ryszard Tarasiewicz, Janusz Sybis, Renata Mauer, Mieczysław Łopatka, Maciej Zieliński, Radosław Hyży oraz Rafał Kubacki i inni..

 Oficjalnego powitania i otwarcia Igrzysk dokonał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, marszałek dolnośląski Rafał Jurkowlaniec i prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Longin Komołowski. Obecni byli również: wojewoda Dolnośląski Aleksander Marek Skorupa i przewodniczący Senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą Andrzej Person. Znicz igrzysk zapalił Mieczysław Łopatka, były koszykarz Śląska Wrocław, reprezentant Polski.

 Po oficjalnych uroczystościach zaprezentowano nowa atrakcję Wrocławia, którą jest fontanna w multimedialnej oprawie - ruch, światło i dźwięk. Dla tych, którym jeszcze było mało, grupa Golec Orkiestra zaserwowała muzykę "spod samiuśkich Tater" - perfekcyjny muzyczny spektakl, który wielu porwał do tańca.

Ale to nie dziwota, bo przeca sportowce… kondycja mają:

MS

POKUSA

2-4. wrzesienia 2011,
Niemcy i Polacy dali się skusić do przybycia na trzydniowy,
Polski Sezon Kulturalny
, o nazwie POKUSA.


Ta świetna impreza odbyła się w centrum Berlina na Oliver Platz, niedaleko znanego wszystkim, którzy byli w Berlinie- Kudammu. Przez wszystkie te dni na estradzie przewijali się artyści, znani mniej lub bardziej. Mieliśmy przyjemność wysłuchać, rzadko prezentowanej dziś w mediach muzyki dixilendowej, a to dzięki poznańskim muzykom zespołu Dixi Company.

Organizator, czyli Towarzystwo Niemiecko-Polskie zadbało nie tylko o coś dla ducha, ale i o coś dla ciała. Były stoiska z polską gastronomią (była m. innymi smaczna golonka z kapustą ) i stoiska z tradycyjnymi wyrobami  polskiego rękodzieła.
I najważniejsze... dopisała wspaniała pogoda.

Wypada pogratulować Christianowi Schröterowi przewodniczącemu (Deutsch-Polnischen Gesellschaft Berlin) tak udanej imprezy.

MS


Polonia VIVA


Easy Rider wrocławska grupa bluesowa zagrała 18.09.2011 w ramach imprezy Polonia Viva.
Pamietam ich występy na początku lat osiemdziesiątych we wrocławskich klubach, grali wtedy ostrą rockową muzykę, wraz z innymi zespołami tego miasta jak: Nurt, Vincent Van Gogh, czy Cross z mieszkającym wówczas we Wrocławiu Krzysztofem Cugowskim.

Easy Rider, tą nazwę słyszałem często podczas moich podróży do Wrocka, lecz przez wiele lat nie miałem okazji wysłuchać ich koncertu. Gitarzystę Andrzeja Wodzińskiego widywałem w składzie grupy "Siedmiu Wspaniałych" podczas bicia rekordu Guinnesa z tysiącami gitarzystów grających równocześnie Hey Joe jimi'ego Hendrixa.

Easy Rider tego dnia zagrał z Bogdanem Szweda, Polonusem zamieszkałym w Bochum. W programie przedstawiono nagrania ze wspólnej płyty "Midnight Walk". Bogdan Szweda powiedział mi po koncercie, że szukał do tego projektu młodych muzyków i ktoś zapropnował mu wrocławską grupę... gdy się spotkali, okazało się, że muzycy to młodzi ludzie ... z 30. letnim bluesowym doświadczeniem.


Projekt kulturalny "POLONIA VIVA" (pod balonem), uroczyście otwarto 09. września 2011 o godz. 19. na terenie należącym do polskiej Ambasady przy Kurfürstenstr. 137 w Berlinie-Tiergarten.

Na inaugurację przyjechało kilka prominentnych postaci, pracownicy Ambasady i kilkudziesięcioosobowa grupa Polonii oraz garstka Niemców.
Zagrał jazzowy SWINGING STRINGS DUO - Maciej Strzelczyk, skrzypce i na gitarze Krzysztof Woliński.
W miarę upływu czasu, rozgrzali publiczność w nieco pustawym chłodnym namiocie.
Kolejne wikendowe imprezy  odbywały się do 9. października.

.... Co to jest balon, każdy wie...



OPEN AIR 91.4

25.06.2011- Po raz dziewiąty berlińska rozgłośnia nadająca na fali 91.4 przeboje z lat 70' i 80' zaprosiła swoich słuchaczy do wysłuchania koncertu gwiazd w Kündl-Bühne Wuhlheide. Przed wypełnioną po brzegi areną wystąpiły gwiazdy tamtych lat:
Middle of th Road
Szkocka grupa z wokalistką o kryształowej barwie głosu. Ich niezapomniane przeboje z początku 70.lat, "Chirpy Chirpy Cheep Cheep"."Soley Soley" i "Sacramento", rozpoczęły "grzanie" publiczności.
Peter Schiling
To przedstawiciel Neue Deutsche Welle znany w Polsce od 1982 z przeboju Major Tom (Völlig Losgelöst), mimo, że na scenę dotarł o kulach, dynamicznie wykonał swój repertuar. Ze znanych usłyszeliśmy "Terra Titanic" i "Die Wüste lebt" oraz piosenki z nowej płyty "Neu & Live 2010"
Sydney Yungblood
Przedstawiciel amerykańskiej muzyki soulowej, który w 1989 podbił swiat hitami "If only I could" i "Sit & Weit".
Podczas koncertu wspierał się repertuarem innych wykonawców.
Klaus Lage
To niemiecki rocker, o ugruntowanej karierze, jego przeboje z lat 84/85:
"1000 und 1 Nacht", "Monopoli" czy z popularnego serialu Schimanski "Faust auf Faust" znają wszyscy Niemcy.
Shakin' Stevens
Gość specjalny, maszynka rock'n'rollowych przebojów na początku 80. lat.
Gdy dostałem do podpisania oświadczenie, że zdjęcia nie mogą być publikowane w Internecie do dzisiaj zastanawiam nad czym trzęsie się tak "Shaky". To już nie ten sam gość, którego taśmę z nagraniami zdarliśmy tańcując w rytm rock'n'rolla w 1981 czy 82.
Jennifer Rush
"Power of Love", "Destiny", "I Come Undone" - to bardzo dobrze znane piosenki w Niemczech. Często słyszy się je w radio, choć Jennifer wystąpiła jako ostatnia, publiczność do końca wysłuchała jej koncertu. My zresztą też.


22.05.11 - Wycieczka na Łużyce *1*


07.45
  Spotkanie uczestników przed Hotelem IBIS (obok ZOB), Messedamm 10, 14057 Berlin
08.00
  Odjazd autobusu BVB
  Punktualnie
10.15
  Przyjazd do Crostwitz, spotkanie z Alkiem Wiciazem-Lehmanem
  i przewodnikiem
10.30
  Przyjazd do Bautzen / Budziszyna
  Zwiedzanie historycznej części miasta i pomników kultury
  Schutzenplatz

Festival Musik + Politik  24-27.2.2011 Berlin

Festiwal Muzyka i Polityka,
po raz kolejny przyciągnął publiczność.
Chyba z sentymentu zaliczam te koncerty. Bo u nas w Polsce nie ma dziś takich festiwali, były kiedyś, niezapomniane - Piosenki Prawdziwej, a dziś bzdety-kabarety.
Myślę, ze wygrana w referendum o odtajnienie umów prywatyzacyjnych berlińskich wodociągów jest sukcesem w walce z "globalizacją" i wyzyskiem (woda poprzez prywatyzacje coraz droższa).

Drugi taki sukces to złożenie teki ministra obrony Theo von Guttenberga za plagiat pracy doktorskiej, (czyli kradzież dóbr intelektualnych).
Te wszystkie fakty mają, lub mieć będą w piosenkach wykonywanych na tym festiwalu swoje drugie życie... Ku przestrodze...

http://soundcloud.com/rainer-von-vielen-live/rainer-von-vielen-copy-paste

Shirley Holmes i Cora Lee


-
Dwie berlińskie grupy, wytypowane przez RockinBerlin zagrały na Międzynarodowym Festiwalu Zespołów Rockowych, który był nierozerwalną częścią dwudniowego Zlotu Miłośników Fortyfikacji -  imprezy militarno-historycznej.

Grupa Shirley Holmes zdobyła drugą nagrodę, a Cora Lee wyśpiewała wyróżnienie najlepszej wokalistki Festiwalu.

Shirley Holmes
Cora Lee

Festyn Konstytucyjny

Stowarzyszenie NIKE Polska Przedsiębiorczość z okazji rocznicy Konstytucji 3 Maja 1791 roku zaprosiła we wtorek, 1 czerwca 2010 roku, o godzinie 18.00 do Britzer Garten, gdzie w Muszli Koncertowej zaprezentowano polskie tańce narodowe w wykonaniu Dziecięcego Zespółu Tańca "Krakowiacy"  z Europejskiej Szkoły Podstawowej w Berlinie.

Oficjalnego powitania dokonali: Mariusz Skórko, Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady R. P. i Lucyna Jachymiak Królikowska, przewodnicząca Stowarzyszenia NIKE P.P.

O 19-tej obejrzeliśmy tańce z czasów Konstytucji 3 Maja, a o 20-tej tańce z okresu polskiego Oświecenia w wykonaniu Zespółu Tańca Ludowego Uniwersytetu Marii-Curie-Skłodowskiej w Lublinie

W przerwie wysluchaliśmy odczytu prof. dr Jürgena Meyera, mecenasa, prawnika konstytucyjnego  - "Uwagi świadka historii".
Festyn odbył się pod patronatem Burmistrza Dzielnicy Neukölln w Berlinie Heinza Buschkowskyego, który opowiedział o historii parku oraz dowcipnie podziękował gościom za przybycie i …zakończył imprezę..

XVIII Finał WOŚP w Berlinie

10.01.2010

Podczas XVIII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Berlinie, grano równolegle na dwóch scenach, koncertowej i klubowej, wystąpili: RAZ. DWA. TRZY. BANK, LOTYN, SYNDYKAT, ŚREDNIA 55, THE AGE OF GRAPEFRUIT, NATALIA PASTEWSKA, ALEKSANDER TRABCZYNSKI, RENATA MORNING, TRAILHEAD, CHECKERBERRY OVERFLUX, JUNKTION i LEYAN.
W Berlinie zebrano, jak wstępnie obliczono rekordową sumę, niemal: 8.500 Euro.
Nasz portal www.rockinberlin.pl przekazał na cel WOSP – 30 płyt CD, różnych wykonawców.

SYNDYKAT O FINALE WOSP 2010 W BERLINIE.

Polonijny, rockowy zespół Syndykat z Essen, zagrał juz w swojej 8 letniej karierze w czterech finałowych koncertach WOSP.
Tegoroczny w Berlinie był dla grupy bardzo ważny i ciekawy. Z racji, że to: Berlin, stolica, ogromne miasto i nieznany teren dla zespołu.

… Zostaliśmy zaskoczeni od samego początku, gdy zajechaliśmy do hotelu. Przyjęto nas bardzo serdecznie, poczęstowano śniadaniem i mogliśmy sie rozlokować i odpocząć uciążliwej jeździe (śnieg, lód, zimno i 501km do pokonania w takich warunkach). Wieczorna kolacja w restauracji "Krakus", wspaniała niemalże rodzinna atmosfera.. Jedzenie smaczne jak u "mamy". Sam finał został dobrze zaplanowany i przeprowadzony, a jak go rozreklamowano, świadczą podane sumy uzbieranych pieniędzy i ilości ludzi. Świetnie zadbano o wykonawców (garderoba, posiłki, napoje).Trochę irytowało nas to, że na scenie nie było kogoś, kto zadbałby o porządek, np. o: statywy, instrumenty, duży banner, czy obrazy na statywach z poprzedniej aukcji, pozostawione przez wcześniejszych wykonawców. Trochę "ucięło” nam to czas sceniczny, a w czasie występu ograniczało ruchowo. Ale to nie jest zarzut, broń Boże !!!!!!  Wiadomo wykonawców wielu, wszystko szybko, itd… To zresztą jedyny mały minusik - w sumie nie istotny!!
Natomiast przyjęcie przez Berlińską Publikę było wspaniale. Po koncercie byliśmy rozchwytywani!!!! Żałujemy tylko, że musieliśmy tak wcześnie wracać do Essen i nie zwiedziliśmy Berlina, pogoda nam nie dopisała. Mamy wielka nadzieje, że nie był to nasz ostatni występ w tym pięknym mieście i będzie jeszcze nie raz okazja do zaprezentowania naszej twórczości Berlińczykom i… okazja zwiedzić miasto.
W imieniu zespołu Syndykat i swoim dziękuję bardzo organizatorom WOSP w Berlinie za wspaniale chwile!!!!!!

Z rockowym pozdrowieniem.
Janusz Bury/Syndykat

XV Festiwal Słowian i Wikingów

31.07-2.08.2009 Wolin

Pogoda dopisała , jak i uczestnicy festiwalu oraz turyści, którzy przybyli z różnych stron: Polski, Skandynawii, Ukrainy, Rosji, Białorusi i Litwy.
Codziennie późnym popołudniem odbywały sie na ubitej ziemi negocjacje pokojowe, po których zrywano porozumienia i staczano wielkie bitwy Słowian i Wikingów, których z niecierpliwością oczekiwali turyści).
Brało w nich udział ponad 400 wojów, zgrupowanych w różnych drużynach. Wszyscy w pełnym uzbrojeniu i wojowniczym nastroju wywijali mieczami az leciały skry, a z tarcz drzazgi. Prócz rycerstwa zjechali się rzemieślnicy i muzykanci, często z narzeczonymi, zonami i potomstwem.
Po stuleciach można było zobaczyć: jak w średniowieczu lepiono garnki, tkano tkaniny, obrabiano bursztyny, wytapiano żelazo. Nie zabrakło kata reklamującego swoje usługi, a także średniowiecznych żebraków.
Muzykanci grali muzykę dawną, w której rytm pląsały Słowianki, kto chciał mógł się przyłączyć. Kto się zakochał, mógł zaraz w obrządku starosłowiańskim brać ślub, a kto się odkochał, mógł żonę czy męża sprzedać z zyskiem, targ niewolników był nieopodal.
Odbyła się inscenizacja próby ognia biskupa Poppo i chrzest Haralda Sinozębego przez cesarza Ottona, u którego boku stał Bolesław Chrobry.
Niestety norweskiego jarla Hakona nie udało się ochrzcić, gdyż ten zatwardziały poganin początkowo go przyjąwszy, potem odrzucił,
z odpływającej lodzi wołając - wiwat Odyn! Nie na wiele mu się to zdało, bo w końcu Olaf Trygvason ochrzcił Norwegię (co również zainscenizowano), która chrześcijańską pozostaje do dziś.
Bitwy morskie są stałym punktem festiwalowego programu, tym razem odbyły się dwie, o których mogliśmy zaraz posłuchać osnutych na prawdziwych wydarzeniach, ułożonych na poczekaniu przez „średniowiecznych” skaldów - sag w stylu wikińskim i legend słowiańskich.
Wrażeń było mnóstwo - i wiem, ze w przyszłym roku na pewno spotkamy się ze Słowianami i Wikingami w Wolinie, mając nadzieję na inscenizacje o Świetosławie-Sygrydzie, córce Mieszka I, siostrze Bolesława Chrobrego. Wydanej za Eryka - króla Szwecji, a po jego śmierci za króla Danii Swena Widłobrodego, syna Haralda Sinozębego (kochała ponoć Olafa Trygwasona, bez wzajemności). Po paru latach małżeństwa Swen wygnał żonę, która do Danii wróciła dopiero po jego śmierci, gdy królem został jej starszy syn Harald. Natomiast młodszy, Kanut miał panować nad Anglią, gdzie wpisał się do Kronik - jako jeden z największych zdobywców owych czasów.
Tak zawikłaną była skandynawska historia naszej Piastówny.
Wolinie - do zobaczenia za rok, przyjadę jako Świetosława-Sygryda Storrada, czyli Sygryda Dumna.


Tekst: Danuta Kwiecien


Berliner Rundfunk 91.4 Open Air 2009

20.06.2009 Berlin

Kindl Bühne Wuhlheide. Wystąpili i przypomnieli swoje przeboje sprzed 20/ 40 lat, zgromadzonym pod gołym niebem sceny „Kindl“, słuchaczom berinskiego radia 91!4
The Equals: Baby Come Back, I Get So Excited ...
The Rubettes (feat. Alan Williams): Sugar Baby Love, Tonight, Juke Box Jive, I Can Do It ...
Münchener Freiheit: Ohne dich schlaf' ich heut' nacht nicht ein, Tausendmal Du ...
Jimmy Sommerville (ex- Bronsky Beat): Smalltown boy, You make me feel, Comment te dire adieu ...
Kim Wilde: You Keep Me Hangin' On, Kids In America, You Came ...
Rick Astley: Together Forever, Never Gonna Give You Up ...


XX lat BIG CYC-a

24.05.2008 Gdańsk

Targ Węglowy w Gdańsku
Podczas Dni Gdańska zasłużony dla polskiego rock and rolla zespół Big Cyc świętował swoje 20-te urodziny.
Najpierw z udziałem publiczności, króra po brzegi wypełniła Targ Węglowy i swoich gości: KABARETU NEONÓWKA, ODDZIAŁU ZAMKNIĘTEGO, KASY KASOWSKIEGO, CZARNO CZARNYCH i aktora ANDRZEJA GRABOWSKIEGO.
Następnie w klubie "CD" w gronie zaprzyjaźnionych osób. Urodzinową wódke postawiła firma "Sobieski".
Na zdjęciach :
BIG CYC , Oddział Zamknięty, Czarno Czarni, niekiepski Kiepski, maskotki zespołu Big Cyc - cycata syrenka i teletubiś.
Gdański Neptun, Skiba wręcza Kasie Kasowskiemu certyfikat tajnego współpracownika,
takich kwitów było więcej, dostali je przyjaciele zespołu.

Impreza w klubie trwała do bladego świtu. My też tam byliśmy, za kolejne 20 lat toasty wznosiliśmy. Z łezką w oku wysłuchaliśmy przeboju z przed 20 lat "Berlin Zachodni, Berlin Zachodni"...

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego