Przejdź do treści

Menu główne:

2015

Anno Domini

Wigilia Polonii.

(19.12.2015)
Krótka relacja filmowa
ze Spotkania Wigilijnego
przedstawicieli organizacji
i środowiska polnijnego
zorganizowanego 19.12.2015
przez Polską Radę w Berlinie...

RockinBerlin

Przyjacielska wizyta?
Czas pokaże.


(30.01.2016)
Berlin -
26.11.2015.

Minister spraw zagranicznych
Witold Waszczykowski
z pierwszą wizytą w Berlinie.
Spotkanie z ministrem s.z.
Frankiem-Walterem Steinmeierem

RockinBerlin

Spotkanie z Prezydentem RP Andrzejem Dudą

(30.08.2016)

28 sierpnia 2015 Berlin odwiedził Prezydent RP Andrzej Duda,
przeprowadził rozmowy
z prezydentem Joachimem Gauckiem
i
kanclerz Angelą Merkel.
Pomimo tak napiętego terminami spotkań dnia,
spotkał się również z przedstawicielami Polonii w Niemczech.
Całość przemówienia do znajdujących się w sali Ambasady RP
reprezentantów Polonii w przygotowananym przez nas
nagraniu wideo.


NIEMOŻLIWE, STAŁO SIĘ MOŻLIWYM

6 sierpnia 2015 o godz. 10 Prezyden
t Andrzej Duda złożył uroczystą przysięgę i wygłosił orędzie w Sejmie przed Zgromadzeniem Narodowym.

Po zaprzysiężeniu,
para prezydencka Andrzej i Agata Dudowie spotkała się z Bronisławem Komorowskim i jego żoną.
W holu sejmowym prezydent Duda złożył kwiaty przed tablicami upamiętniającymi: byłego marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego, parlamentarzystów, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku oraz przed tablicą upamiętniającą posłów II RP.

https://youtu.be/DUuRDhhU_HA
Pełna wideorelacja z zaprzysiężenia wraz z orędziem prezydenta Andrzeja Dudy
... warto przyjrzeć się reakcjom niektórych zgromadzonych posłów i senatorów - wybrańców Narodu Polskiego, którzy do miana polityków nie pretendują w żadnej mierze... Jeżeli już to pasuje do nich nazwa - klubowicze kat."S" (Sowa i Przyjaciele)


RockinBerlin

WYBORY PREZYDENCKIE 2015

24. maja 2015. W II turze wyborów prezydenckich  
zwyciężył Andrzej Sebastian Duda,

na którego oddano 8630627 głosów,
co dało procentowy wynik wyborczy 51.55.
Urzędujący prezydent Bronisław Maria Komorowski
uzyskał głosów 8112311 (48.45%)

W pierwszej turze  głosowania Andrzej Duda uzyskał  34,76 proc. głosów,
ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski - 33,77 proc,
trzeci wynik uzyskał Paweł Kukiz zdobywając 20,80 proc. głosów.
Pozostali kandydaci uzyskali:
Janusz Korwin-Mikke - 3,26 proc., Magdalena Ogórek - 2,38 proc., Adam Jarubas - 1,60 proc., Janusz Palikot - 1,42 proc., Grzegorz Braun - 0,83 proc., Marian Kowalski - 0,52 proc., Jacek Wilk - 0,46 proc., Paweł Tanajno - 0,20 pro



Bundeskanzlerin Merkel gratuliert
dem gewählten zukünftigen polnischen Präsidenten Duda


(25.05.2015)
Sehr geehrter Herr Duda,
zu Ihrer Wahl zum polnischen Präsidenten gratuliere ich Ihnen herzlich. Die
deutsch-polnischen Beziehungen sind heute, 70 Jahre nach Kriegsende, so freundschaftlich und vertrauensvoll wie wohl nie zuvor. Wir sind Partner in Europäischer Union und Nato, gemeinsam arbeiten wir an der Stärkung der europäischen Friedensordnung und der Lösung der Ukrainekrise. Dass wir heute so eng Seite an Seite stehen, verdanken wir der gerade auch der Bereitschaft Ihres Landes, nach den unermesslichen deutschen Verbrechen während des Zweiten Weltkriegs Deutschland die Hand zu Versöhnung und Partnerschaft zu reichen.  
Im Jahr 2016 jährt sich zum 25. Mal der Abschluss des deutsch-polnischen
Nachbarschaftsvertrages.
Ich wünsche mir, dass wir dieses Ereignis nutzen können, um unsere Beziehungen weiter zu vertiefen.
Für Ihr verantwortungsvolles Amt wünsche ich Ihnen Glück, Erfolg und Gottes Segen.
Hochachtungsvoll,
Angela Merkel
Bundeskanzlerin der Bundesrepublik Deutschland

...........

W imieniu RockinBerlińczyków gratulujmy Andrzejowi Dudzie wyboru na Prezydenta R.P.
Marek Szlachcic-Tritscher i Bartek Bukowski (Zarząd Rockinberlin.PL e.V)

AXEL RUDI PELL

Warto przypomnieć, a niektórym może przedstawić niemiecką grupę o nazwie pochodzącej od nazwiska zamieszkałego w Bochum  hard i heavymetalowego gitarzysty - Axela Rudiego Pella.

Axel Rudi Pell... Ten już dzisiaj legendarny niemiecki gitarzysta, karierę muzyczną rozpoczął w roku 1984 z zespołem Steeler, z którym nagrał w przeciągu pięciu lat 4 płyty. W roku 1989 nagrał kolejną… Wild Obsession, która była jego solowym debiutem. Aktualnie ma na swoim koncie 15 nagranych płyt.
W roku 2011
grupa opublikowała wraz z wideo rockową wersję piosenki Leonarda Cohena – Hallelujahhttps://youtu.be/wKMP81DVLLk
Przez 25 lat istnienia zespołu przewinęło się wielu znakomitych muzyków, wśród nich kilkanaście lat, do roku 1993 grał perkusista, showmann tego instrumentu Mike Terrana, warto obejrzeć wideoklip z jego solowym popisem… https://youtu.be/HFxTD_EIvKU
Więcej na oficjalnej stronie : http://www.axel-rudi-pell.de/


"Pamiętajcie o ogrodach" - czyli...
Gdzie się podziały tamte prywatki

(11.07.2015)
Są w Berlinie…  To była już druga nasza prywatka - „Sommer Gartenpicknick” - przewinęło się około 50. osób – także ze stowarzyszenia działkowców, u których ją zorganizowaliśmy.
Prywatka nabierała rozpędu jak lokomotywa Tuwima… powoli, ospale…  po wejściu Mariamu nabrała tempa i wyciągnęła publikę na betonowy „parkiet”. Mariamu zadeklarowała trzy piosenki… na prośby gości zaśpiewała ich sześć…  rozgrzała zebranych gości na betonowym parkiecie.
Później Wojtek z Edim bawili polskimi przebojami, by rozkręcić tanecznie w rytmach walczyka i tańca Greka Zorby. Finałową ich piosenką , była napisana przez Jonasza Koftę „Pamiętajcie o
ogrodach”, ale to nie był jednak koniec naszej prywatki,  ponieważ  zaprzyjaźniony z nami Niemiec Harald przyniósł swoją gitarę i zaśpiewał po polsku… „Szła dzieweczka do laseczka”.
Większość gości rozeszła się przed północą, najwytrwalsi  siedzieli z nami do godziny drugiej…

Rockin Berlin


Spotkanie z autorem - Wojciechem Sumlińskim

W upalną sobotę, 4 lipca 2015 o godzinie 18:10 rozpoczęło się spotkanie z autorem książki

"Niebezpieczne Związki
Bronislawa Komorowskiego"


- Wojciechem Sumlińskim, zorganizowane przez nasze stowarzyszenie rockinberlin.pl e.V. przy współudziale Marka Wasaga, w siedzibie Freies Museum Berlin w ramach cyklu spotkań „After Time In The Gallery FMB”.

Książka Sumlińskiego, to wstrząsający dokument, pozwalający zrozumieć powikłane realia Polski po tzw. przemianach ustrojowych, które tak na prawdę okazały się być nowym rozdaniem kart, ale przy użyciu tej samej talii i bez zmiany rozdającego. Efekty okazały się opłakane: POlska ma najdroższe na świecie stadiony, autostrady i inne budowle, zaniedbany przemysł, a nasz system obronny jest przeniknięty agentami obcych wywiadów, tolerowanych na najwyższych szczeblach władzy.

Autor po prezentacji opisanych w książce powiązań prezydenta RP ze służbami, odpowiadał do późnych godzin wieczornych na wiele pytań nurtujących licznie przybyłych mimo upalnej pogody Berlińczyków. A pytania dotyczyły nie tylko kwestii zawartych w ostatniej książce, ale także związanych ze śmiercią Ks. Jerzego Popiełuszki, której wyjaśnienie, Wojciech Sumliński uznał za swoją życiową misję.


Podczas potkania autor opowiadał spokojnie, ale z przekonaniem o swoich dramatycznych przeżyciach podczas zbierania materiałów do książki. Zasygnalizował zagrożenia dla pracy dziennikarzy śledczych, wynikające z wprowadzenia z dniem 1. lipca nowych ustaw. Reasumując, (mając świadomość ostatnich dni B. K. na urzędzie) spotkanie było wyjątkowo budujące i napawające nadzieją na zmiany, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni.


Spotkanie rejestrowało niepoprawneradio.pl

Cz.1   
https://www.youtube.com/watch?v=yB5UULEkXkU
Cz.2   
https://www.youtube.com/watch?v=jfOhBgSKGWs
Cz.3   
https://www.youtube.com/watch?v=N6cLj7_gJVI
Cz.4   
https://www.youtube.com/watch?v=QtmU63jsX6c
Cz.5   
https://www.youtube.com/watch?v=wrHPa7DzNGc
Cz.6   
https://www.youtube.com/watch?v=pGC5EkCYNxw


Uniwersytet Trzech Pokoleń
Jacek Santorski -wykład
(26.06.2015)
Ostani wykład UTP w tym roku akademickim.na Uni. Humboldtów
Tematami wykładu pana Jacka Santorskiego były:

Folwarki czy drużyny?
Przemiany polskich liderów i kultury organizacji w mijającym ćwierćwieczu.
Wkrótce za zgodą Jacka Santorskiego wideo z wykładu.


Paweł Popławski urodził się w Szczecinie. W 1987 przyjechał wraz z rodzicami do Berlina, gdzie studiował dyrygenturę w Wyższej Szkole Muzycznej im. Hannsa Eislera u prof. Winfrieda Müllera oraz akompaniament pieśni u prof. Semiona Skigina. Po egzaminie dyplomowym w lecie 2005 roku, w ramach którego dyrygował kilka przedstawień Ariadny na Naxos Richarda Straussa, otrzymał na tejże uczelni klasę akompaniamentu. Już podczas studiów Paweł Popławski był rozchwytywanym akompaniatorem. Od 2004 roku towarzyszy stale kursom mistrzowskim, m.in. Akademii Hugo Wolffa w Stuttgarcie, Szubertiadzie Schwarzenberg i Dniom Hugo Wolffa w St. Pauli. Jako korepetytor uczestniczył wielokrotnie w Międzynarodowych Warsztatach Operowych Schloss Laubach. Opera kameralna Schloss Rheinsberg zaangażowała go do produkcji KRONPRINZ FRIEDRICH Siegfrieda Matthusa. Latem 2006 przejął kierownictwo muzyczne operetki Franza v. Suppés DIE SCHÖNE GALATHEE. 2005 asystował Frankowi Beermannowi przy produkcji Tannhäusera w Minden, gdzie od miejscowego Towarzystwa Wagnerowskiego otrzymał stypendium oraz pobyt na festiwalu w Bayreuth. Jako dyrygent pracował m. in. z Symfonikami Berlińskimi, Symfonikami Brandenburskimi i orkiestrą Opery Komicznej (Komische Oper) w Berlinie.
Akompaniował w koncertach pieśni m. in. podczas festiwalu Gergieva w Rotterdamie, czy w Haus Wahnfried w Bayreuth. W sezonie  2006/07 Paweł Popławski był korepetytorem w Studio Operowym Opery w Zurychu a od 2007 korepetytorem solistów w Komische Oper w Berlinie. Od jesieni 2010 korepetytor solistów w Teatrze Magdeburg, gdzie od sezonu 2011/12 został drugim kapelmistrzem. Tutaj też dyrygował m. in. przedstawienia:  Carmen, West Side Story, Don Giovanni, Kopciuszek, Jenufa, Hello, Dolly!, Jaś i Małgosia, Madama Butterfly, Sen Nocy Letniej, Opowieści Hoffmanna, Nędznicy, Wesele Figara, Cyrulik Sewilski, Macbeth, Święto Wiosny, Lohengrin, La Sylphide, Student Żebrak, Wesoła Wdówka, Narzeczona z Messyny, Cyganeria, La Traviata oraz liczne koncerty. Od sezonu 2015/16 Paweł Popławski obejmie pałeczkę pierwszego kapelmistrza w Teatrze Bielefeld.  

Kto stwierdził u Pawła Popławskiego wrażliwość na muzykę? Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?
 

Praktycznie stało się to przez przypadek, bo kiedy miałem dziewięć lat, mój kuzyn zaczął chodzić na lekcje fortepianu. To było jeszcze przed naszym wyjazdem do Niemiec. Pomyślałem sobie, że ja też będę się uczyć. To trwało tylko trzy miesiące, potem wyjechaliśmy, czyli do dwunastego roku życia nie grałem i szukając jakiegoś hobby pomyślałem, że może warto byłoby wrócić do muzyki. W Niemczech zacząłem u takiej „szalonej nauczycielki”, bezdzietnej Szwajcarki, która zaczęła mnie zabierać na koncerty, dawała mi kompakty do słuchania, nuty. Mógłbym o tym napisać książkę… Byłem takim jej wyjątkowym uczniem, który miał perspektywy osiągnięcia czegoś w przyszłości, a nie tylko grał dla zabicia czasu. To ona była czynnikiem sprowadzającym mnie na „złą drogę”. No i zszedłem,  zamiast wybrać jakiś "prawdziwy" zawód.


W ciągu krótkiego okresu czasu osiągnąłeś poziom artystyczny, na który inni wspinają się całe życie, często nadaremnie. Mogłeś zostać pianistą - czy zawsze chciałeś być dyrygentem?


Aby zostać pianistą, jeśli zaczęło się w wieku 12 lat, trzeba mieć wyjątkowe zdolności motoryczne. Na fortepianie trzeba wcześnie grać trudne utwory, żeby utrzymać poziom przez całe życie. Także przez tą panią, zacząłem akompaniować. Ona była wykształconą śpiewaczką, u niej wykonywaliśmy cykle, jak Winterreise i inne pieśni Szuberta. Chciałem pierwotnie studiować akompaniament, ale dyrektor chóru, w którym śpiewałem, zapytał mnie, czy nie wolałbym dyrygować orkiestrą . Studia dyrygentury trwają dziesięć semestrów, obejmują lekcje fortepianu i akompaniamentu. I ten dyrektor, którego czasami zastępowałem,  stwierdził kiedyś, że szybko czytam a vista, nie musiał płacić pianistom, tylko posadził mnie przy fortepianie. Ja się uczyłem tego całego repertuaru, a on miał pianistę – korzyść była obopólna. On był moim pierwszym nauczycielem, przepracował ze mną program na egzamin i jakoś się udało.
Czyli trochę śpiewałeś!?
Śpiewałem w chórze "Requiem" Verdiego, "Stworzenie Świata" itd.


Ponieważ nie wszyscy czytelnicy są zaawansowanymi melomanami – powiedz, do czego tak na prawdę jest potrzebny dyrygent?


To pytanie stawiają sobie ludzie na koncercie… Niektórzy profesjonaliści w orkiestrze też - uważają, że zadaniem dyrygenta jest podawanie tempa. W operze jest nieco inaczej, bo w operze dyrygent musi koordynować siedzącą w kanale orkiestrę ze śpiewakami na scenie, ponieważ praktycznie nawzajem się nie słyszą. Musi też organizować balans, kto gra za głośno, kto za cicho, zmiany temp, interpretować utwór, ale nie powinien być żywym metronomem. Orkiestra wysokiej klasy powinna zagrać i bez dyrygenta. Po co w symfonii Haydna dyrygent? Ważniejsza jest praca na próbach.
Bo orkiestra z dyrygentem wygląda ładniej?
Bez dyrygenta też wygląda dobrze.
Utworów którego kompozytora najchętniej słuchasz a którego dyrygujesz?
Ja dyryguję dopiero od mniej więcej piętnastu lat i w teatrze jako kapelmistrz od pięciu lat. Nie mogę sobie wybierać… Naturalnie temat Ryszarda Wagnera jest frapujący – albo się go kocha albo nienawidzi. Ja bardzo lubię jego opery i chętnie bym go dyrygował, miałem zaszczyt zadyrygować "Lohengrina". Była to wielka frajda.

Wiem od wykonawców, że dla nich też.  A słuchać?

Bardzo. Od czasu studiów "Tristana i Izoldy" zrozumiałem, dlaczego ten utwór uważany jest za narkotyk - praca ze śpiewakami nad tym utworem, to wyjątkowo wciągające zajęcie. Ostatnio pracowałem ze znajomą śpiewaczką nad rolą Izoldy... Kiedy się tę operę poznaje, to odkrywa się ciągle nowe detale. Dobry utwór nie powinien się znudzić – nie można tam zauważyć wszystkiego na raz – np. "Wesele Figara" grałem i słuchałem już tyle razy, a wciąż nie mam go dosyć.

Czyli Opera jest gatunkiem, który lubisz dyrygować najbardziej?

Tak. Repertuar symfoniczny też jest ciekawy, jest tyle wspaniałych utworów, ale może jest to też przypadek, bo będąc zaangażowanym akuratnie w teatrze dyryguje się więcej repertuaru operowego. W operze układ psychologiczny - międzyludzki, wydaje mi się ciekawszy. Symfonie dyrygowałem z orkiestrą młodzieżową, takie łatwiejsze utwory Dworzaka. Do tej pory nie miałem zbyt wiele okazji dyrygować koncertów symfonicznych.

Dyrygujesz operetki i musicale. Czy słuchasz też lżejszej muzy?

Jazz, klasyczny jazz bardzo mi się podoba, podziwiam ludzi improwizujących, umiejących nadać improwizacji formę i sens. Muzyka nie może być za prosta, musi być nieco skomplikowana w swojej strukturze. Są musicale proste z jakimś tam efektem, ale "West Side Story"  – to arcydzieło w  tym stylu, podoba mi się bardzo. POP to już nie.  Michael Jackson czy Beatlesi może też pisali w swoim stylu wspaniałe rzeczy, ale to mi się za szybko zaczyna nudzić. Na przykład "Rocky Horror Show", taki musical rockowy, to można sobie raz na parę lat posłuchać, raz na 10 lat wystarczy. Struktura utworu powinna być bardziej skomplikowana.

Jerzy Maksymiuk powiedział, że orkiestra musi mieć kata, dobroczyńcę albo Gandhiego, innym razem, że dyrygent musi być psychologiem. Który z tych typów jest ci najbliższy?

Nie chciałbym być katem dla orkiestry. Gandhi, nie wiem, o co chodzi – bez walki – pacyfizm? Być psychologiem - to prawda. Uważam, że każdy dyrygent musi zdobyć doświadczenie, żeby wiedzieć, jak dotrzeć do niektórych ludzi. Dlatego każdy szef orkiestry czy teatru nie powinien być za młody i życiowo niedoświadczony, bo to stanowisko niesie ze sobą tyle problemów, niemających nic wspólnego z muzyką, a którymi trzeba się zajmować. Ja jestem na przykład za młody. Dla mnie to byłoby za wcześnie, lepiej powoli dojrzewać.

Przychodzisz na próbę i stwierdzasz, że któraś sekcja jest danego dnia nie w formie – jak ich zmotywować?

To zależy:  jak się ich zna i można stwierdzić, że na przykład w ten dzień się nie wyspali czy są zmęczeni, albo imprezowali do późna, czy mają inne problemy i tylko tego dnia są słabsi, to jeśli zwykle dobrze grają, można machnąć ręką - jutro będzie lepiej. Ale jak ktoś stale źle gra, to trzeba o tym porozmawiać.

Zdarzają się dyskusje podczas prób?

To zależy od dyscypliny orkiestry. Nie powinno się marnować czasu na dyskusje podczas próby. Takie rzeczy powinno się omawiać po próbie, bez zegarka. Trzeba nauczyć się nie dyskutować z orkiestrą. Niektórzy zbyt chętnie wyrażają swoje zdanie.

Zdarza się, że muzyk ma rację ?

Dyrygenci nie lubią lub nie chcą przyznawać się do błędów.

A można?

Czasem trzeba powiedzieć: sorry, coś tutaj zrobiłem niedobrze. Udawanie że wszystko było OK., kiedy znajdzie się ktoś, kto się zorientuje, że coś jest nie tak, nie jest najmądrzejsze. Jak powiemy "moja wina, zagrajmy to jeszcze raz", to chyba lepiej.
Albo jak muzyk powie, nie dam rady – np. z mojego doświadczenia: w "Cyruliku Sewilskim" Rossiniego chciałem konkretne tempo. Flecistka nie mogła wygrać w moim tempie wszystkich nut, no i nie mogłem iść w zaparte. Powiedziałem: OK. Jeśli ta pani ma ambicję zagrania wszystkich nut na odpowiadającym jej poziomie i jest to tylko kwestia minimalnego zmniejszenia tempa, to zagramy tak, żeby jeszcze była energia, ale żeby muzyk nie czuł się „przejechany” przez dyrygenta, że wszystko jest nieważne, byle metronom był usatysfakcjonowany. Jest dla mnie lepiej, tak zareagować, bo wtedy muzycy mają poczucie, że się ich nie ignoruje.

Dyrygujesz przedstawienia baletowe – musiałeś dopasowywać tempa do tancerza?

Z baletem jest ten problem, że współcześnie balet ćwiczy z kompaktem, a nie z fortepianem i przez to nie ćwiczy elastycznych temp. CD ma jedno tempo. Dyrygując baletem zawsze mam wrażenie, że albo jestem za szybko albo za wolno, ale nigdy jak trzeba. Nigdy nie utrafi się dobrego tempa. Oni nie robią z tego tragedii. Oczywiście, że to też zależy od formy tancerza: w jeden dzień jest gorzej, a w drugi skacze sobie trochę szybciej. Raz, dla samokontroli, położyłem na pulpicie metronom w „Dziadku do Orzechów” i wszyscy byli zadowoleni. Pierwszy raz od pięciu lat powiedzieli, że tempa były poprawne. To rzadkość. Trzeba się dopasować, nie wolno "przejechać" tancerzy, bo to jest niebezpieczne dla ich zdrowia: nogi sobie połamią albo ponaciągają ścięgna...

Dyrygujesz z otwartymi oczami. Nie dajesz się ponieść – nie chcesz stracić orkiestry z oka czy jest to nawyk dyrygenta operowego, który stale musi koordynować?

Dyrygowanie z zamkniętymi oczami, to trochę taki show...  Karajan dyrygował na nagraniach, a orkiestra stała dziesięć metrów od niego, on w centrum, trochę takie dziwne... Po co dyrygować z zamkniętymi oczami – odłączać się? Ja nie boję się kogoś zgubić, i tak nie możesz patrzyć na wszystkich na raz, zawsze się kogoś konkretnego „łapie” wzrokiem.

Lepiej się muzykuje z kobietami czy mężczyznami?

To nie ma znaczenia. Generalnie grupy powinny być jednak lepiej pomieszanie, na przykład w Magdeburgu - grupa skrzypiec, to w większości kobiety i często się kłócą, ale są też i męskie "diwy".

Co odczuwasz, kiedy wieczorem wybrzmią ostatnie dźwięki – ulgę czy niedosyt?

To zależy jak poszło – jak poszło naprawdę super, to chciałoby się zacząć od początku, a jak trzeba było ciężko pracować i nie wiadomo było, jak to się skończy, to ulgę. Ale najfajniej jest, jak publiczność odczeka z oklaskami kilka sekund i takie napięcie jeszcze wisi w powietrzu. Generalnie to przyjemny moment.
Niektórzy dyrygenci odczuwają, jak pot im spływa po plecach...
A tak, czasem pot zalewa czoło i nie ma jak się wytrzeć w trakcie utworu.

Ile wolności artystycznej wytrzyma utwór, żeby być jeszcze rozpoznawalnym?

To zależy od jakości utworu. Są chóry amatorskie albo orkiestry amatorskie grające trudne utwory, poza ich zasięgiem, ale Bacha czy Mozarta nie da się "zniszczyć". Utwór bardzo dobry wytrzyma wolność dyrygenta. Mnie nauczono, żeby nie podchodzić do utworu na zasadzie, że muszę wymyślić koniecznie coś nowego, zmieniając tempa albo wprowadzając jakąś dziwną artykulację czy dynamikę. Jeśli do wykonania jest opera, to trzeba partie sobie samemu prześpiewać, samemu wyczuć, ile przerwy dane miejsce wytrzyma. Trzeba mieć szacunek dla kompozytora, chociaż nie wiemy dokładnie, jak Bach czy Mozart wykonywali swoje dzieła. Staram się przekonać wykonawcę do swojej wizji, aczkolwiek jestem otwarty na jego pomysły.

Co ci się podoba w Pawle Popławskim?

Nie umiem odpowiedzieć...

Może zrobimy przerwę?

Prędzej, co mi się nie podoba…

Kto jest twoim wzorem – ideałem dyrygenta?

To się zmienia. Na przykład Sergiu Celibidache – te jego wszystkie teorie, co opowiadał na lekcjach o muzyce, o relacji nut, o strukturze, sposobach próbowania. Wiele tygodni próbował w Monachium symfonię, żeby wszyscy wiedzieli, co kto gra i uwolnili się z wszelkich ograniczeń. Celibidache to geniusz, znał każdy utwór na pamięć, powiedział, że symfonie Brucknera mógłby napisać z pamięci. To ludzie z wyjątkowym talentem. Ale przed koncertem zawsze zaglądał do partytury. Ciekawe, że tacy, jak on, Barenboim czy Santi, którzy wiedzą wszystko, zawsze studiują od nowa. Nigdy nie powiedzieli, że nie ma po co studiować. Ci, którzy nie poświęcają czasu na dogłębne poznanie utworu, czasem nie wiedzą o nim nic, chociaż grają utwór już dziesięć lat - uważają, że nie ma już po co studiować…
Drugim idolem był Christian Thielemann. Potrafi stworzyć napięcie i zna dokładnie wszystkie utwory, które dyryguje. Śpiewacy i instrumentaliści nigdy nie obawiają się przy nim, że zabraknie im powietrza przed końcem frazy. No i mój profesor, który przez czterdzieści lat dyrygował niemal cały repertuar operowy. Uczył, że najpierw jest organizacja, dokładność a potem interpretacja, nie zaczynamy od końca.

O czym marzysz?

Aby mieć zdrowie i żeby wszystkie organy funkcjonowały na tyle, by możliwie długo pracować w tym zawodzie ...i oczywiście o czerwonym Ferrari.

Z kim chciałbyś pracować?

Ważne, żeby był poważnym artystą, a nie powierzchowny. Nie podoba mi się, że jak się wystawia operę, zjeżdża się towarzystwo na jedną próbę, nie ma czasu porozmawiać o roli, o prowadzeniu postaci, o kwestiach reżyserskich. Lubię śpiewaka poinformować, co, po co i w jakiej intencji śpiewa to czy tamto, tempo nie jest ani argumentem ani problemem, zawsze przekonuję śpiewaka do mojej interpretacji albo on mnie do swojej. Celibidache, jak wielki guru, zapraszał muzyków na rozmowy o muzyce. Wyobrażam sobie, jak oni siedzieli i rozmawiali. Nienawidził nagrań i uważał je za nonsens. Powiedział też, że nie jest bez znaczenia, gdzie i kiedy się gra, bo jest to niepowtarzalne. Teoretycznie potrzeba by 10.000 mikrofonów, żeby mniej więcej wyłapać konstelację wszystkich dźwięków. Mówił, że lepiej iść na koncert nawet mniej zdolnego wykonawcy czy słabszej orkiestry, aby się dowiedzieć czegoś o utworze, niż słuchać nagrań choćby najwybitniejszych interpretatorów.

Kim zostałby Paweł Popławski, gdyby nie został muzykiem?

Ciekawe – są takie filmy, gdzie wystarczy skręcić w lewo, nie w prawo i już wszystko toczy się inaczej... Ciekawiła mnie medycyna. Prawo, albo ekonomia nie za bardzo, trochę za suche, medycyna jest bardziej ludzka. Ciekawe, że jak się ma "dołek", to się zaczyna rozmyślać, dlaczego nie studiowałem tego czy innego. Muzyka, ale też malarstwo czy aktorstwo, to nie są zawody, które się wybiera, to one sobie praktycznie ciebie wybierają. Takie bardziej czarodziejskie, że nie da się ich rzucić, czy się od nich uwolnić i iść zarabiać więcej – o wiele więcej...

Zdarzają się zabawne sytuacje podczas prób albo przedstawień?

Na przykład, jak ktoś zapomni tekstu - odczuwa, jak powiedział Einstein, relatywność czasu: stoi na scenie i dwie sekundy odczuwa, jak by to były dwie godziny.
W "West Side Story" każdy wykonawca miał przyklejony mikrofon. Jeden kolega zapomniał tekstu i mówił tylko "Maria, Maria, Maria...", a ona tylko "Chino, Chino, co jest Chino?" - nie mogła mu podpowiedzieć, bo też miała włączony mikrofon. Albo kabel od mikrofonu przesunął się, rujnując jej fryzurę i wszyscy się z niej śmiali, a ona nie wiedziała dlaczego. Na próbach też jest czasem wesoło, ale na przedstawieniach bywa jeszcze śmieszniej, bo nie można po prostu przerwać…

Jak się pracuje w międzynarodowym zespole  – są różnice w mentalności?

O tak, ale zasadniczo nie interesuje mnie, skąd ktoś pochodzi. Południowcy faktycznie lubią odkładać wszystko na jutro, ale to się w końcu ustawia.

Pracowałeś z polską orkiestrą?


Nie, jeszcze nie.


Zadyrygowałbyś?


Chętnie, może coś się przydarzy?


Możesz jednym, dwoma słowami określić ludzi, z którymi masz tu do czynienia?
- szef


Jego znam już z Berlina...


Jedno, dwa słowa!


Kosmopolita.


- koledzy


Niektórzy kosmici.


Nastawienie do obcokrajowców


Słyszałem, że były problemy z grupami nazistów, ale teraz nie ma problemu.


Ćwiczysz przed lustrem?


Nie. Tylko czasem, żeby skontrolować postawę.


Co zabrałbyś na bezludną wyspę?


Regał z moimi partyturami i mój iPod.


Gdzie chciałbyś osiąść na emeryturze?


Berlin to druga ojczyzna – chciałbym tam wrócić. Mieszkałem tam ponad dwadzieścia lat.


Czy chciałbyś tam wrócić w celach zawodowych?


Tak. Na początku sezonu będę w berlińskiej Komische Oper dyrygować prawykonanie opery dla dzieci „Schneewittchen und die 77 Zwerge”  (Królewna Śnieżka i 77 Krasnoludków), australijskiej kompozytorki – Eleny Kats-Chernin. Zobaczymy, co z tego wyniknie – jeszcze to komponuje.


Ten rok to dla Ciebie rok zmian - przenosisz się jeszcze dalej na zachód.


Od sierpnia obejmuję batutę pierwszego kapelmistrza w Bielefeld. Po premierze w Komische Oper mam w Bielefeld premierę „La scala di seta” (Jedwabna drabina) Rossiniego. Poznam nowych ludzi, nowego szefa, może się czegoś nauczę - to doświadczony dyrygent, wcześniej był w Mannheim, tam mają wielki repertuar.
W Magdeburgu też dużo dyrygowałeś!
Musiałem szybko się uczyć - trzydzieści pięć produkcji w ciągu pięciu lat.


Za rok, pod koniec sezonu przyjedziemy do Bielefeld i zadamy Ci kilka pytań, zgadzasz się?  


Załatwię bilety.


A my zobaczymy co się zmieni w odpowiedziach…
Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy, abyś po skończonym przedstawieniu zawsze odczuwał niedosyt.


Do zobaczenia w Bielefeld!

Z Pawłem Popławskim rozmawiał Bartek Bukowski



Kosmici i inni - wywiad z Pawłem Popławskim

Dzień Polonii w Berlinie

(10.05.2015)

Przed ratuszem dzielnicy Berlin-Reinickendorf w niedzielę 10. maja podczas festynu polonijnego zorganizowanego już po raz 4. przez Polską Radę i jej szefa Ferdynanda Domaradzkiego  

w Berlinie ze środków polskiego MSZ-u, który reprezentował z-ca ambasadora Tadeusz Oliwiński  oraz przy wsparciu  burmistrza dzielnicy Franka Balzera.

Mimo, że było dość chłodno pojawiło się kilka tysięcy osób, w większości Polaków mieszkających w Berlinie. Były występy artystyczne, konkursy. Organizacje polonijne przedstawiły na stoiskach profile i efekty swojej działalności.

Nasze stowarzyszenie RockinBerlin.Pl zaprezentowa
ło się już po raz trzeci. Na banerze zawiesiliśmy kolejny element naszej RockinBerlińskiej galerii jakim jest olejny portret rock’n’rollowego emigranta Krzysztofa Klenczona. Pokazaliśmy w dużym formacie projekty okładek Leszka Żebrowskiego dla naszego magazynu z roku 2014 i promowaliśmy cydr „Longshot” z polskich jabłek wyprodukowany dla niemieckiej firmy Werder Frucht.
Gościliśmy polonijną bajkopisarkę piszącą pod pseudonimem Elma Nielsen, która zaprezentowała trzy książki dla dzieci o kózce Klarze – www.klaraswelt.de


Dla smakoszy były polskie kulinaria.


Tradycyjnym akcentem była prezentacja kolejnego regionu Polski - Kurpi.
W holu sali widowiskowej ratusza wystawę zdjęć przepięknie uchwyconych krajobrazów Kurpi pokazała  Agnieszka Zielewicz,  w  zestawie jej pocztówek z tego obszaru „Magia Kurpi” przeczytaliśmy:   „wyjątkowa przyroda, piękne krajobrazy.. dawne obrzędy, zwyczaje

i sztuka ludowa.. wycinanki, rzeźby, sztuka bursztyniarska.. krzyże kapliczki przydrożne, głęboka wiara.. gościnność, życzliwość i żywe tradycje.. Oto wyjątkowość Kurpi.”
Po obejrzeniu kurpiowskiej prezentacji podczas festynu zgadzamy się

z powyższą opinią… może Bóg da, że pojedziemy kiedyś w tamten region.
Na scenie wystąpił także ludowy zespół kurpiowski .


Atrakcją wieczoru był występ zespołu „Enej”, którego
niestety nie obejrzeliśmy...  pojechaliśmy do Ambasady oddać nasze głosy… dla zmian.

Danuta Kwiecień


Piosenka na bis "Wszyscy święci balują w niebie" podczas koncertu Budki dla berlińskiej Polonii.

NIE-POLSKIE NAGRANIA

(01.05.2015)
Można podziwiać konsekwencję w dobrej sprawie jaką wykazuje Krzysztof Wodniczak. Hołduje zasadzie Larum Grają i o sprzedaży Polskich Nagrań zamieszcza artykuły w mediach prawicowych i polonijnych oraz na portalach społecznościowych. Teraz przyjął metodę skuteczniejszą, wyszedł z protestem na ulice. Dosłownie. Zorganizował dwie manifestacje w Poznaniu i Warszawie, podczas których uczestnicy zamanifestowali trzymając w rękach transparenty i okładki swoich ulubionych płyt długogrających jakie swego czasu wydane zostały przez Polskie Nagrania Muza.

Warszawska pikieta, manifestacja (odpowiednie podkreśl) rozpoczęła się przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w której uczestniczyło ok. stu artystów, animatorów kultury, kolekcjonerów płyt winylowych, dziennikarzy. Wśród manifestujących dostrzec można było: Krzysztofa Sadowskiego, Marka Ałaszewskiego, Krzysztofa Logana Tomaszewskiego, Sławomira Jaślara,Jacka Olechowskiego, Jacka Ejsymonda, Janusza Dąbrowskiego, Jerzego Bojanowicza, Andrzeja Wilowskiego. Pikietę uprzyjemniał swoja muzyką, swoim śpiewaniem Tadeusz Mandat Lis.

Delegację protestujących przyjął Dyrektor Generalny MKiDN Jacek Olbrycht, któremu wręczono petycję adresowaną do pani minister.

Następnie uczestnicy udali się do Ministerstwa Skarbu Państwa, gdzie złożyli stosowna petycję.

Na kolejnym zaplanowanym trakcie pojawił się Sejm R.P., w którym delegacja protestujących złożyła petycje w sekretariatach Marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego i Marka Kuchcińskiego. Czas dla delegatów (Marek Ałaszewski, Krzysztof Logan Tomaszewski i Krzysztof Wodniczak) znalazł Mariusz Błaszczak - przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwość.

Kończąc pobyt w Warszawie grupa dziennikarzy spotkała się w kawiarni Czytelnik z Piotrem Kabajem - prezesem Warner Music Poland (nabywca Polskich Nagrań), który starał się szczegółowo wyjaśnić wątpliwości związane z transakcja jakiej dokonano 29 styczna br. czyli tj. data sprzedaży Polskich Nagrań.



Poniżej skrócona treść petycji jak
ą przekazano w ministerstwach i sejmie.

Domagamy się pełnego i publicznego wyjaśnienia okoliczności upadku, Polskich Nagrań, okoliczności sprzedaży dalszych losów firmy wszak nie została zlikwidowana, tylko sprzedana, a więc co tak na prawdę sprzedano skoro archiwa i prawa do nich teoretycznie pozostały w rękach instytucji kontrolowanych przez państwo. Jakie mamy gwarancje, że w sytuacji, kiedy to nadzór państwa doprowadził do upadłości firmy, inni sobie lepiej poradzą z zarządzaniem tym, co po Polskich Nagraniach pozostało.

Wierzymy, że dyrektor NINA wywiąże się z roli bibliotekarza i kustosza, ale co z licencjami na wznowienia, kompilacje. Czy wzorem poprzednich władz przedsiębiorstwa państwowego ignorowane będą podstawowe zasady obrotu prawami wydawniczymi? Przez kilkanaście lat minister skarbu i minister kultury i dziedzictwa narodowego nie wyciągali wniosków z nieudolnego kierowania Polskimi Nagraniami i to nie proces sądowy ze spadkobiercami Anny German, ale te zaniedbania doprowadziły do upadu przedsiębiorstwa.

Licencjonobiorcy, w tym na przykład Piotr Kabaj potrafili zarabiać na wznowieniach, kompilacjach tak zwanych "Złotych kolekcjach", a właściciel nagrań nie.

Prosimy o wyjaśnienie następujących kwestii: Kto doprowadził do upadku przedsiębiorstwa Polskie Nagrania i jaką poniesie odpowiedzialność. W podmiotach prawa handlowego firmy za swoje zobowiązania odpowiadają

kapitałem zakładowym, a członkowie władz spółek za skutki swoich decyzji, własnym majątkiem. Czyżby stanowiska w przedsiębiorstwach państwowych zwalniały z odpowiedzialności i były jedynie miejscem synekur, źródłem dobrych zarobków, bez odpowiedzialności za skutki swoich złych decyzji.Wspomniany powyżej proces był jedną z przyczyn upadku przedsiębiorstwa.

Jeśli wyceniono je, na kwotę 8.1 miliona złotych, czy zaspokoi to dawne i przyszłe roszczenia z tytułu tantiem i honorariów. Firma Warner Music Poland sp. z o.o. ma kapitał zakładowy ledwie 50.000 zł. a jako nowy właściciel przejmuje zobowiązania firmy, czy będzie to wystarczające zaspokojenie, gwarancja.

Skoro nadal dysponentem nie tylko w sensie materialnych nośników nagrań, ale i praw wydawniczych, nadal są podmioty państwowe NAC i NINA, to właściwie co kupił Warner Music Poland?

Można mieć wątpliwości, aby był to tylko znak towarowy firmy, która od dwudziestu lat nie prowadziła żadnej działalności wydawniczej, ograniczając się do nieudolnego zresztą, zarządzania zasobami archiwalnymi.

Wydawnictwo z tak długą tradycją upadło, ale powołuje się inne wydawnictwa państwowe takie jak NINA, to przejaw niekonsekwencji miejsce "niesłusznych" przedsiębiorstw państwowych powołuje się nowe "słuszne" podmioty, tym razem udające instytucje wyższej użyteczności.

                                                                                       KRZYSZTOF WODNICZAK
                                                                                      (jeden z sygnatariuszy petycji)

(24.04.2015)

W środę 22 kwietnia br. o godz.15.00 przed Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu al. Niepodległości odbyła się pikieta zorganizowana przez środowisko artystyczne nie zgadzające się ze sprzedażą firmy o 60-letniej tradycji - Polskie Nagrania.

Dokonał tego syndyk masy upadłościowej powołany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego i ministra skarbu. Kupił te skarby kultury narodowej amerykański koncern Warner Music Poland za śmieszną kwotę 8 mln zł. Główny organizator poznańskiego protestu Krzysztof Wodniczak wręczył petycję wojewodzie wielkopolskiemu Piotrowi Florkowi. Każdy z uczestników przyniósł z sobą okładkę longplaya, jakie wydały Polskie Nagrania, aby utworzyć ruchoma scenografię dobrą do pokazania w telewizji. Pojawiły sie też transparenty np. rymowane: "Co jest grane? Polskie Nagrania sprzedane!", "Brawo! Takie mamy prawo. Wszystko można sprzedawać - i za nic nie odpowiadać", "Zaległych tantiem nie płacić. Niech się Warner bogaci", "Były winile i pozostały łzy krokodyle", "Transakcja udana! Polska muzyka za ocean wyeksportowana", "Mocne uderzenie po kieszeni", i bardziej "ostre" polityczne "Sprzedajna klasa polityczna jest winna upadku polskiej kultury", "Dorobek Polskich Nagrań budowany przez 60 lat znika...","Naród bez kultury muzycznej nie istnieje"."Kto stoi za Warner Music Poland?", "Stop kupczeniu muzycznymi dobrami narodowymi".
Organizatorzy akcji otrzymują coraz więcej potwierdzeń, że postępują słusznie, ale i pojawiają się wątpliwości czy te manifestacje (pierwsza 22 kwietnia w Poznaniu przed Urzędem Wojewódzkim o godz.15.00, druga w stolicy 29 kwietnia o godz. 12.00 przed Ministerstwami Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Skarbu, a także przed Sejmem RP) coś zmienią. Sądzimy, że demonstracje ludzi nieobojętnych i zatroskanych o sprawy publiczne są dobrym pomysłem, chociaż niektórzy temat podchwycą i podniosą wrzask, by wykorzystać sprawę w wyborach prezydenckich - choć organizatorzy chcieliby tego uniknąć. Naszą intencją jest omijanie wszelkich przejawów politykierstwa i bieżącej polityki.

Co do meritum, jeśli rzeczywiście ktoś umyślił, by sprzedać firmę państwową o dużym znaczeniu dla kultury muzycznej kraju, to musi zostać napiętnowany i w jakiejś dotkliwej formie ponieść karę. Na pytanie - jaką? - nie mamy gotowej odpowiedzi. Przede wszystkim wnioskujemy o przedstawienie szerokiej i precyzyjnej informację w postaci petycji podpisanych przez organizacje twórcze.


Fot.
1 - Krzysztof Wodniczak wręcza petycje Wojewodzie Wielkopolskiemu Piotrowi Florkowi
Fot.
2 - Uczestnicy poznańskiej pikiety
Fot. Hieronim Dymalski


(19.03.2015)

Apel i zaproszenie

Media prawicowe opublikowały informacje - kiedy tracimy po kolei niektóre dobra narodowe, co zrobić w takiej sytuacji? Może należy zebrać ekspertów prawa autorskiego i adwokatów, którzy z  muzykami i autorami wytoczą proces o bezprawną sprzedaż Polskich Nagrań, naszej polskiej własności. Ponadto wycofać dzieła z archiwum Warner Music Poland jako bezprawnie przejęte. Potrzebni są  dobrzy prawnicy w kraju i za granicą najlepiej od zaraz. Zdaję sobie sprawę, że nie należy tej akcji-protestu kojarzyć z jakimkolwiek aktem politycznym.

W imię solidarności środowiskowej – jako że jestem związany ze światem muzyki od półwiecza - staję w obronie interesu publicznego, a także artystów kompozytorów, autorów, dyrygentów, aranżerów i producentów.

Przygotowywaną akcję obrony robię to con amore. Myślę, że wspólne pospolite ruszenie uda się zrealizować bez nakładów pieniężnych. Koszt autokaru z Poznania pokryją sami uczestnicy. Mieszkańcy Warszawy dotrą na Krakowskie Przedmieście, miejsce zbiórki - Ministerstwo Kultury, po czym przejdziemy do ul. Kruczej (około 2 km), gdzie mieści się Ministerstwo Skarbu, a na zakończenie przed gmach Sejmu RP przy ul Wiejskiej i tam wręczymy petycję marszałkowi Radosławowi Sikorskiemu.

Obok transparentów, każdy z uczestników niech poniesie okładkę swego ulubionego longplaya, który będzie elementem wizualnym naszej akcji-protestu (może zostanie to pokazane w telewizji lun innych mediach).

Na początek społeczna akcja protestu w Warszawie, 29 kwietnia 2015 r., potem koncert(y), m. in. 17 maja br. w Poznaniu -  koncert-protest „Teraz dokąd Polsko?".

W międzyczasie prowadzone będą rozmowy z adwokatami. Rządzący ani opozycja nam nie pomogą. Bierzmy to w swoje ręce i serca wierząc, że się uda. Proszę mi życzyć wytrwałości w moim, mam nadzieję, nie  „donkiszotowym" działaniu.
                                                                          Krzysztof Wodniczak


(01.02.2015)

Najważniejsza informacja z czwartku 29 stycznia zapewne umknęła serwisom informacyjnym. Trzeba zrobić raban, spowodować zamieszanie in plus. Zorganizować cały zgiełk. Ministrowie Kultury i Skarbu poprzez swojego syndyka masy upadłościowej sprzedali Polskie Nagrania.

Ofertę złożyła już firma Warner Music Poland, która Polskie Nagrania kupiła za 8 milionów złotych. Pojawił sie też Wiesław Prusiecki tajemniczy biznesmen z Poznania oferując 2.OOO.OOO zł za część rozrywkową. Wpłacił wadium 1 mln. zł, ale wycofał sie po dziesięciu dniach z kupna.
W stan upadłości Polskie Nagrania zostały postawione w 2013 roku. Trzykrotnie syndyk wystawił te fonograficzną firmę na sprzedaż. Sprzedał dzisiaj za cenę wywoławczą 8,1 mln zł.
 Przypomnę, że po upaństwowieniu firmy Muza w 1947 roku, Polskie Nagrania,  które zresztą do 1956 roku występowały pod tym szyldem "Muza - Polskie Nagrania" przejęła cały dorobek fonograficzny muzyki nie tylko  rozrywkowej, ale jazzu i klasyki. To unikatowe i bezcenne zabytki, dziedzictwo polskiej kultury zostało sprzedane za grosze. Firma Warner musiałaby wydać kilkaset razy więcej, aby zatrudnić tyle orkiestr, solistów, zarejestrować setki pozycji z klasycznej literatury muzycznej. Powiem wprost, nie cierpię korporacji, zwłaszcza takich jak Warner, który jest właścicielem marketów Mediamark wytwórni płytowych, filmowych, kilku kanałów telewizyjnych. Dlaczego wydawnictwo NiNA otrzymuje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wielomilionowe dotacje, a dyrektor festiwalu niby teatralnego tylko na samą Maltę wydaje rocznie 12 milionów złotych. Zrezygnować w jednym roku z maltańskiego festiwalu i całą płytotekę Polskich Nagrań można  byłoby przekazać we właściwe ręce. Nie stać ministra na taką kwotę, aby na przykład zasoby Polskich Nagrań chronić jako dobra kultury narodowej i przekazać pod kuratele na przykład Biblioteki Narodowej.
 W Ameryce instytucja pod nazwą Biblioteka Kongresu pełni właśnie taką rolę, jaką powinna pełnić Biblioteka Narodowa. Przejmują zbiory bankrutujących firm fonograficznych, czy wytwórni filmowych, aby je zachować.
Nie chcę płacić tantiem Warner Music Poland za możliwość słuchania polskiej muzyki.
A czy przypatrywały sie temu zabiegowi biznesowemu nasze służby ABW, CBS i inne?
Czy nie da się nic z tym zrobić? Może jednak jakiś głos środowisk muzycznych przydałby się w tej sprawie. Przerażająco niska wycena. Jak robili symulacje spece od biznesu, wyszło im na to, że w przeciągu pół roku z samych licencji Warner Music Poland to zwróci się, a dalej czysty zysk. Nadal nie rozumiem, że jest wiele podmiotów państwowych, które nie do końca mają jasny status, nie wiadomo czym się zajmują, ale ochronę dziedzictwa nikt, co teoretycznie ma w szyldzie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa narodowego. Nowa pani minister nadal robi to samo, czyli rozdaje kasę wedle klucza towarzysko kuratorskiego. Powtarzam, na licencjach mogłaby zarabiać jakaś publiczna instytucja w rodzaju Biblioteki Narodowej i mieć pieniądze na inną działalność. W tej chwili zysk ma tylko Warner. Firma ma ogromne zasługi w  wykańczaniu polskiej fonografii. Niezależny wydawca zwyczajnie do sieci Mediamark nie zostanie wpuszczony, chyba, że z góry zapłaci, podobnie jest z Empikiem. Wbrew pozorom branża kulturalno rozrywkowa mogłaby być dochodowa, ale ministerstwo robi wszystko, aby tak się nie stało.
                                                      Krzysztof Wodniczak


(02.02.2015)
  Całkowicie zgadzam się z Krzysztofem! W decyzji o haniebnej sprzedaży wiekowego dorobku polskiej kultury muzycznej komuś tam za  nędzną jałmużnę, jest co prawda jakaś furteczka dla chętnych do korzystania ze skarbów kultury drogą państwową, ale  - jak znam życie - jest to cd. oddawania dorobku całego narodu w ręce prywatnych cwaniaków. Najpierw bezmyślnie zniszczyliśmy polski przemysł (stoczniowy, lotniczy, rybołówstwo itp), teraz czas na dorobek kultury. No, mamy jeszcze lasy. Sprzedać, niech sobie jakieś koncerny otoczą je drutem kolczastym, a potem wytną. Kogo nimi w Europie uszczęśliwimy?  Cena wywoławcza 8 mld zł. "Głupi! Głupi! Głupi!" (A. Mickiewicz Pan Tadeusz).

    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego milczą wszystkie liczne (może zbyt porozbijane i porozdrabniane) polskie związki twórcze ze stowarzyszeniami dziennikarskimi na czele. No, powiedzmy w ogonie...  
                                                                                                                                      Zenon Bosacki



Zdjęcie z albumu

(24.06.2015)
20 lat temu, w dniu 24 czerwca 1995 roku artyści Christo i Jeanne-Claude dokonali oficjalnej prezentacji "Owiniętego Reichstagu". Ponad rok stał tak owinięty postrzegany jako symbol nadziei na przyszłość Niemiec, będąc jednocześnie atrakcją dla Niemców z połączonego kraju i turystów z całego świata. Po zakończonym w roku 1999 remoncie i przebudowie pozostaje magnesem dla turystów, codziennie ustawiają się kolejki chętnych do obejrzenia panoramy Berlina z przeszklonej platformy widokowej Reichstagu.


INKA 1946 - Niech żyje Polska, życzenie śmiercią opłacone



„Inka 1946” to historia sądowego mordu,
zrealizowana przez Wojciecha Tomczyka jako sztuka Teatru TV.

Pamięć o Ince jest nadal żywa w Trójmieście i na Wybrzeżu,. Autor pisząc scenariusz, na bazie zachowanych w IPN dokumentów i poprzez rozmowy ze świadkami starał się dojść do prawdy o każdej postaci, do przeszłości bohaterów – by przypomnieć  o powojennej tragedii - Danuty S
iedzikówny, ps. Inka - sanitariuszce i łączniczce AK. Niespełna 18-letniej dziewczyny, która przyłączyła się do oddziału partyzantów i w czasie potyczek z UB, opatrywała rannych… obu walczących stron. Zdradzona, aresztowana pod zarzutem mordowania jeńców, którym w rzeczywistości ratowała życie. Poddana brutalnemu śledztwu, nie zdradziła. Osądzona pośpiesznie wyrokiem kary śmierci, została rozstrzelana. Umierając krzyknęła: Niech żyje Polska!





7. marca 2015 wyświetliliśmy film "INKA 1946" - Wojciecha Tomczyka – dramatopisarza, scenarzysty, a także producenta filmowego i telewizyjnego, który po projekcji opowiedział nam o zbieraniu materiałów do scenariusza filmu. Spotkanie poprowadził Bartek Bukowski.
Obecne były prof. Teresa Nawrot i Ewa Dmoch, które przygotowują dwa spektakle Norynbergi - Wojciecha Tomczyka.
Pierwszy w wersji niemieckiej, drugi dla Polonii w j. polskim.





21. marca 2015 odbyło się drugie,
tematycznie powiązane spotkanie upamiętniające Żołnierzy Wyklętych.

Program rozpoczął artysta berlińskiej sceny operowej - Marek Picz,  Rotą przysięgi Żołnierzy AK- nadaną rozkazem gen Grota-Roweckiego... i "
Piosnką o naszym Lwowie" - ze słowami Henryka Zbierzchowskiego oraz muzyką dra Rudolfa Sieczyńskiego (http://www.niedziela.pl/artykul/64474/nd/Zapomniana-piosenka-gdzies-pod-sercem) .
Wykład prof. Jana Żaryna przypomniał czas i ludzi, o którch historia już nie milczy. Przypomniał wydarzenia tragicznych dla wielu żołnierzy lat 1939 - 1963.





Projekcja i dyskusje odbyła się w ramach
XVI i XVII After Time in the Gallery FREIES MUSEUM BERLIN
przy
Bülowstrasse 90, 10783 Berlin o godz. 18:00.

NIEMEN ŻYJE...
(23.02.2015)
W roku bieżącym zatelefonowałem do Tadeusza Sklińskiego, czy jako RockinBerlińczyk nie wybrałby się na wycieczkę do Berlina porozmawiać w klubowej atmosferze o Niemenie. Odparł na tą propozycję, że ma lepszy pomysł… Przyjedzie z Krzysztofem Magowskim reżyserem biograficznego filmu o Niemenie, który aktualnie wyświetlany jest w polskich kinach.

Niemen żyje...
taki przekaz przywiózł reżyser Krzysztof Magowski najnowszej filmowej biografii Czesława Niemena - "Sen o Warszawie", którą obejrzeliśmy we Freies Museum Berlin podczas 15. już After Time in the Gallery.

Przyjechał również nasz Niemenolog - Tadeusz Skliński, któremu zawdzięczamy możliwość prezentacji naszym klubowiczom tego filmu i jego reżysera.
Gości przywitała kierująca galerią Marianna Wagner , a z naszej rockinberlińskiej strony Danuta Kwiecień. W klimatyczny nastrój wprowadził zebranych tytułową piosenką "Sen o Warszawie" - Andrzej Szpak.

...Po filmie ocierano z oczu łzy, film nagrodzono brawami i później długo trwała dyskusja, przyszła też kolej na rozmowy przy winie. Dla wytrwałych wyświetliłem jeszcze nasz dokument "Ślady Niemena w Berlinie"...

Wiele osób ściskało mi dłonie z podziękowaniami za to spotkanie...
RockinBerlin
Oczywiście pojawił się Jack Daniels (Single Barrel)

Country Music Meeting 2015.

(09-02-2015)
Moje dwa spotkania podczas krótkiego pobytu na berlińskim Country Music Meeting. Pierwsze to Sinatra, specjalna edycja Jacka Danielsa... spora cena- za litrową butelkę 140,-euro, jednak nie odmówiłem sobie małej próby smakowej... to jest to co lubię. Drugie, z muzyką duetu Sentiment Falls, którzy na paseczkach u szyji mieli napisy Poland, ale okazało się, że są Szwedami...

RockinBerlin

3 x After Time in the Gallery FMB:

12*  W czwartek
(29.01. godz.19.)
wyświetliliśmy kilka naszych filmów dokumentalnych z Galerii Freies Museum Berlin:
"Synecdoche - Innensassinne Orchester". " 6 Meter vor Paris - Eustachy Kossakowski" i "Ślady Niemena w  Berlinie" -
rozmowy o Czesławie Niemenie z Wojtkiem Mrozem (redaktorem Radia Multi Kulti), Joe Kucerą i Elą Wożniewską.

13* W piątek
(30.01. godz.19.) nasza rozmowa z Romualdem Lipko zarejestrowana przed koncertem Budki Suflera w Berlinie i wideo z koncertu zespołu dla tych, którzy nie byli i dla tych, którzy chcieli posłuchać raz jeszcze.

14* A w sobotę
(31.01. godz.18.)... muzyczne wspomnienia... Przed laty zorganizowaliśmy w Domu Polskim kilka wieczorów z zespołem JanBand w którym śpiewał Wojtek Sowiński kilka spotkań "Gdzie się podziały tamte prywatki".
W takim wieczorze po latach Wojtek w swoim recitalu przypomniał w wielkim skrócie historię polskiej piosenki i jej przeboje XX wieku. (obok wideo z fragmentem występu).

Wystawa...

Minęło 9 lat od uruchomienia naszego portalu internetowego www.rockinberlin.pl.
Pomiędzy 21.stycznia, a 4.lutego 2015 we Freies Museum Berlin, Bülowstrasse 90, 10783 Berlin.
zaprezentowaliśmy wystawę złożoną:
z
dwóch obrazów namalowanych dla nas przez berlińskich artystów - Edmunda Gunscha i Stefana Dybowskiego,
ponad 20 fotosów z naszego archiwum w dużym formacie
i 3 propozycji okładki dla naszego Magazynu wykonanych przez znanego plakacistę Leszka Żebrowskiego.
Swoje prace przedstawi
iła z nami niemiecka artystka - Walpurga. Obok kilka zdjęć.

OŚWIATA

Bal przebierańców

(21.01.2015)

To już tadycja!
Bal przebierańców Stowarzyszenia Oświata,

do którego organizacji przyłączyliśmy się urzyczając oświetlenia i urządzenia do projekcji wideo.
Nasz odgrzewany pomysł by bawić się przy wideoklipach lat 80. jak i wcześniejszych z lat 60-70., sprawdził się. Większości ta forma spodobała się. Pewno tylko nie tym, którzy chcieli patrzeć w oczy partnerowi w tańcu :)
Było kolorowo i wesoło...
Powstał plan... by ściągnąć pomysł z Hamburga i zorganizować wiosną ... piknik w kapeluszach!
Śledźcie naszą stronę, będziemy informować

RockinBerlin & Sowa

UNIWERSYTET TRZECH POKOLEŃ

„O dlotach do sfer niebieskich”

(17.01.2015)

Tak nazwałbym wykład polskiego filozofa i pisarz
a, dr Kamila Sipowicza podczas kolejnego spotkania i wykładu w ramach polonijnego Uniwersytetu Trzech Pokoleń, 16 stycznia 2015 w gmachu Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie.
Tematem było: stosowanie psychodelików w kulturach słowiańskich, a w szczególności - przez największych twórców polskiej kultury oraz teoria psychodelicznych źródeł religii oraz archeobotaniki.
Po wykładzie przy lampce wina, na którą tradycyjnie zaprosili organizatorzy można było stawiać Kamilowi Sipowiczowi kolejne pytania drążące temat „zakazanych” polskich środków psychodelicznych.
Do nabycia była Encyklopedia polskiej psychodelii  jego autorstwa. Zakupiliśmy ją i my
, dla poszerzenia naszej rockinberlińskiej wiedzy…

RockinBerlin

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego